100 dni szczęścia

Ostatnio siebie rozczarowywałam, bo wielokrotnie błahe sprawy stawały się dla mnie powodem do marudzenia, obwiniania świata o całe zło, a nawet łez. Muszę temu przeciwdziałać, dlatego postanowiłam pobawić się w projekt #100happydays.

Na pewno słyszeliście o tej zabawie. W gruncie rzeczy chodzi o to, żeby przez sto dni być szczęśliwą, odnajdywać powody do radości. Chcę siebie przetestować, chcę przetestować swoją codzienność. Tak zwyczajnie. Można równocześnie działać w różnych obszarach uszczęśliwiania innych, o czym możecie poczytać na oficjalnej stronie projektu, ale ja w tym wypadku chcę być egoistką. 
I o taki sam egoizm proszę Was. 
Pobawcie się ze mną. Jeśli nie macie konta na instagramie czy twitterze (tam wydaje mi się jest najłatwiej obserwować swoją codzienną radość), załóżcie. Każdego dnia patrzcie na swoje życie i dzielcie się czymś, co sprawiło, że na Waszej twarzy pojawił się uśmiech. Stwórzcie swój własny hashtag, na który będziecie mogli zerkać, by stwierdzić, jak cudowne jest Wasze życie.
Jeśli chodzi o mnie, mam zamiar wrzucać zdjęcia na mojego instagramusia z hashtagiem #ebiszczęście. Tak, wiem, kreatywnie, że szok. Ale tu nie chodzi o bycie kreatywnym, oryginalnym, podbicie świata i zgarnięcie milionów monet. Tu chodzi o coś ważniejszego. O zwyczajne bycie szczęśliwym. 
Za sto dni wypadają moje urodziny. Mam nadzieję, że sprawię sobie prezent i zdjęcie tortu będzie tym z numerem 100. 
PS. Podzielcie się ze mną swoimi hashtagami <3