Byłam w Energylandii!

W końcu! Odkąd dowiedziałam się, że powstaje ten park, marzyłam, żeby go zobaczyć. Ale nigdy nie było okazji, czasu i tak dalej. Aż do teraz. I wiecie co? W jednym zdaniu mogę Wam powiedzieć, że jestem przeszczęśliwa. Nie zawiodłam się atrakcjami, towarzystwem, pogoda dopisała aż za bardzo. Wszystko było idealne, więc jeśli chcecie dowiedzieć, jak wspaniale się bawiłam, to możecie sobie poczytać kilka słów o tym właśnie dzisiaj. 

Należę do tych osób, które piszczały, gdy tylko usłyszały, że powstaje Adventure World Warsaw- pal licho, że to Grodzisk Mazowiecki, że mam daleko, że data otwarcia jest tak odległa. Czekałam, odliczałam lata, a tu ciągle cisza. Niepostrzeżenie pod moim nosem wyrósł inny park rozrywki, a ja dowiedziałam się o tym zupełnie przypadkiem, gdy przejeżdżałam przez Zator, który do tej pory uważałam za „pipidówę, którą ktoś chyba mądrze zarządza, skoro mają tu te dinozaury i wszystko”. I chwała im za to, bo w tej właśnie uroczej pipidówie (helloł, Święto Karpia świadczy o uroku) stworzyli miejsce, gdzie można było wykorzystać środki unijne (całą ich górę, jakieś 70 milionów to całkiem sporo, prawda?), by powstał największy park rozrywki w Polsce, a pewnie i w tej części Europy.
Energylandia to trzydzieści hektarów czystej rozrywki dla całych rodzin. Są atrakcje, na które wlazłam, bom „głupia” i cały czas krzyczałam, że chcę już do domu, wybuchnie mi mózg, nie dam rady, ale schodziłam przeszczęśliwa. W sferze dla małych bajtli czułam się jak księżniczka i miałam niesamowitą zabawę z obserwowania dzieciaków, dla których te wszystkie kolory i atrakcje były niczym sceny z bajek, które odgrywały się na ich oczach. Mogli wczuć się w strażaka, polatać samolocikiem, zjeść watę cukrową. Jest też miejsce z atrakcjami dla całych rodzin- może i chciałam, żeby wodne atrakcje były większe, ale razem z moją połówką mieliśmy niesamowitą frajdę, gdy nas oblewały zraszacze- od tego zresztą zaczęliśmy.
Poczułam się jak dziecko, gdy biegałam pośród tylu kolorów i śmiechu.
Poczułam się jak dorosła, gdy odważyłam się wejść na wszystkie atrakcje ze strefy ekstremalnej.

Nazwa niezwykle trafna. Energylandia to miejsce, które naładuje Cię całą dawką pozytywnej energii. Więc śmiało, pakuj ziomeczków, krewnych i zapraszam do Małopolski.
Żebyście mogli poczuć, że „też tam byliście”, macie ekskluzywny materiał tylko dla moich czytelników: ciocia ebi w Energylandii. (muszę zainwestować w GoPro i komputer, który będzie ogarniał normalną jakość ;D )

No to pozostaje teraz czekać na Disneyland; ale to muszę poczekać, aż fotograf będzie zarabiać miliony, żeby go stać było na taki prezent urodzinowy.