‚ćwiartka raz’ – Karolina Korwin- Piotrowska

W jednym z pierwszych vlogów poleciłam książkę pani Karoliny, ale tam miałam zaledwie kilkanaście sekund na streszczenie i byłam dopiero w trakcie lektury, więc to zdecydowanie za mało. Tu mam więcej miejsca, teraz już jestem skończyłam „cegłę”, mogę więc zebrać do kupy swoje myśli i refleksje na temat tamtych refleksji. (hah! bogate słownictwo rządzi ;D )
Jakoś nigdy nie interesowałam się działalnością pani Karoliny, przepraszam za wyrażenie, ale była dla mnie po prostu kolejną „panią z telewizji”. Cóż, żeby obejrzeć cokolwiek w moim mieszkaniu, musieliśmy wyrzucać antenę na parapet, więc nie przejmowałam się tym, co akurat jest oglądane, nie znałam się nigdy na żadnych reality czy talent showach. Po prostu telewizja była obok. W zeszłoroczną Gwiazdkę dostałam pod choinkę „Bombę” wspomnianej wyżej autorki. Odłożyłam na półkę, zakładając z góry, że to zupełnie nie moja tematyka, nawet nie pofatygowałam się, żeby ją przekartkować. Minęło kilka miesięcy, pewne okoliczności zmusiły mnie do pozostania w domu i niewychodzenia z łóżka. Z nudów sięgnęłam po ‚nieudany’ prezent. Ale to było śmieszne! Śmieszne, bo prawdziwe, krytyczne i napisane takim ciętym humorem, że od razu poczułam zazdrość pt.”ja tak nie potrafię”. Niektóre nazwiska oczywiście musiałam później poznać przez wujka Google’a. Zaczęłam śledzić autorkę na facebook’u i nieco bardziej się interesować. No i po jakimś czasie zauważyłam, że ludzie pieją zachwyty nad jej nową książką. Trzy kliknięcia, już miałam zamówioną.

O czym to cacko? Autorka przygląda się ostatniemu ćwierćwieczu naszego kraju, ale bez okropnego „co tam panie w polityce” (przynajmniej w większości przypadków). Opisuje to, co leciało w kinie, to, czym żyli telewidzowie przed ekranami, czego słuchaliśmy, kto kogo pozwał i dlaczego. Wszystko to, co może i mało ważne, ale tworzy rzeczywistość bardziej niż kolejna afera taśmowa. Bo to coś, czym wszyscy żyliśmy po prostu. Zaczęłam czytać „poprawnie”, od początku, roku 1989. Pożałowałam, że urodziłam się dwa miesiące za wcześnie, po czym odłożyłam książkę. Sięgnęłam po długopis. Zaczęłam czytać od końca. Zaczęłam pisać po książce. Nigdy tego nie robię! W niektórych przypadkach podkreślam ołóweczkiem ładne cytaty lub poprawiam literówki. W tym wypadku piszę po książce, dopisuję swoje wspomnienia, dopisuję daty swoich przeżyć. No, helloł, to było moje ćwierć wieku 😉 Dlatego polecam zakup, żebyście mieli na własność, swój prywatny egzemplarz i  stwórzcie z tego swój pamiętnik, okraszony wspomnieniami z popkultury.

I myślę, że lektura ta w pewnym sensie otwiera oczy. Czytasz i nagle (jeśli jeszcze tego wcześniej nie wiedziałeś) zdajesz sobie sprawę w jakim fajnym miejscu historii żyjesz. I tylko wystarczy się ogarnąć, spiąć dupkę i… możemy wszystko. Spełnić każde nasze marzenie. Żyjący przed nami nie mieli takiego błogosławieństwa, więc, kurde, nie zmarnujmy tego.