Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

W kalendarzu dzisiejszy dzień figuruje jako święto wszystkich ojców i tatusiów. Pomyślałam, że z tej okazji poruszę temat trudny nawet dla dorosłego człowieka. Tak, przypisuję sobie prawo do wymądrzania się w kwestiach wychowywania dzieci i dawania rad tym, którzy każdego dnia muszą się z tym mierzyć. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Mam sprawdzoną metodę, dzięki której jest łatwiej. I zamierzam się dzisiaj z Wami nią podzielić.

Metoda ta to, jak się domyślacie, książki. Po prostu uważam, że mają one magiczną moc, która pozwala nam na radzenie sobie ze swoimi emocjami, poznawanie ich, a także są pewnym przyczynkiem do dyskusji. Z całego serca kocham mądrą literaturę dla dzieci, zresztą jestem z nią związana zawodowo. Jestem też dumna z tego, że mamy w Polsce kilka wydawnictw, które ogromną wagę przywiązują nie tylko do ważnych treści, ale i pięknych ilustracji. Co jakiś czas będę Wam przedstawiać takie cudeńka, bo zwyczajnie może się Wam to przydać. 
Na początek ciężki temat. Choroby, umieranie, koniec ziemskiego życia i trzy tytuły, które warto poznać, niezależnie od tego, czy macie lat pięć czy trzydzieści pięć. 
Żegnaj, panie Muffinie – Ulf Nillson, Anna-Clara Tidholm– wielu z nas miało w swoich młodzieńczych latach zwierzątko, którym się opiekowaliśmy. Lata mijały, a zwierzątko stawało się coraz starsze, aż pewnego dnia… Historia w tej książeczce opowiedziana jest z perspektywy bardzo starej świnki morskiej, która wspomina swoje życie. Och, ale było to udane życie! Pan Muffin wylicza wszystkie przytulenia, pyszne jedzonko, niespodzianki, które otrzymywał od zajmującej się nim dziewczynki, przypomina sobie swoją rodzinę. Ma świadomość tego, że wkrótce umrze, ale przyjmuje to ze spokojem, ba, nawet odczuwa radość z dobrego życia. Myślę, że każdy z nas powinien od niego nauczyć się tej pokory czy poczucia bezpieczeństwa. Wiadomo, że odczuwa się żałość, że to już koniec, ale to miłe uczucie wiedzieć, że wykorzystaliśmy to jedyne życie, jakie znamy.

Chusta babci –  Åsa Lind, Joanna Hellgren –  tu z kolei inna sytuacja, ale też pewnie wielu z Was czegoś podobnego doświadczyło. Babcia wraca ze szpitala, do domu zjeżdża się cała rodzina, jest ogromne zamieszanie, nerwy, płacz, zgrzytanie zębów, bezsilność. I jakoś nikomu z dorosłych nie przychodzi do głowy wyjaśnić dwójce dzieciaczków, co się tak właściwie dzieje. Zresztą każdy, kto miał do czynienia z taką sytuacją, wie, że trudno się wtedy zatrzymać, by pogadać z najmłodszym, bo załatwia się przysłowiowy „pierdylion” rzeczy i po prostu się o tym nie myśli. A szkoda. W tej książeczce dzieciaczki same próbują sobie to wytłumaczyć, znajdując idealne miejsce na pogaduszki, w namiocie, zrobionym z chusty kochanej babci.
Zaglądamy do wnętrza maluchów, poznając ich myśli i pomysły, dowiadujemy się, jak one rozumieją otaczającą ich rzeczywistość, dzięki czemu sami stajemy mądrzejsi. Całość opatrzona kolorowymi ilustracjami, które też mają dar, bo potrafią wywoływać emocje.

Maja z Księżyca- Katarzyna Babis – Jeśli zadaliście sobie pytanie, dlaczego właściwie przyszło mi do głowy pisać o takich książeczkach, tu macie pozycję, która mnie do tego sprowokowała. Przeglądałam sobie fanpejdż jednej z moich ulubionych polskich rysowniczek i trafiłam na informację o tej książce. Przeczytałam krótką notkę i natychmiast zamówiłam, by po jakimś czasie z radością wziąć to cudo w swoje łapki. 

Na początek tylko jedna wzmianka o kwestiach formalnych. Te rysunki! Prześliczne, pastelowe, dziecięce, a zarazem wyszukane, ambitne i jednym słowem: pochłaniające. Jeszcze ważniejsza od nich jest fabuła. Poznajemy sześcioletnią dziewczynkę, Alicję, która zauważa, że coś się zmieniło. Jej starsza siostrzyczka już się z nią nie bawi, leży ciągle za zamkniętymi drzwiami, blada, wychudzona, a wokół niej obracają się ludzie w białych strojach. Jak sobie tłumaczy to, że tytułowa Maja jest umierająca? Opowiada sobie i innym, że siostra jest tak naprawdę księżniczką i to nie byle jaką. Księżniczką, która pochodzi z Księżyca i właśnie przygotowuje się do misji powrotu na swoją planetę, by zaopiekować się swoimi poddanymi. To, co dorośli nazywają respiratorem, dla niej jest urządzeniem, które przyzwyczaja siostrzyczkę do oddychania specjalnym, księżycowym powietrzem. Lekarze i pielęgniarki to służba z księżycowego pałacu. A jakie wspaniałe przygody tam czekają na Maję, to tylko Ala może się zastanawiać i rozmyślać.
Złapało mnie coś za serducho, gdy to czytałam i oglądałam. Sprawdźcie sami.
Mówmy z dzieciakami o rzeczach trudnych. Nie otaczajcie ich tylko różowymi księżniczkami. Tak przecież świat nie wygląda. Wiadomo, niesamowitym jest pokazanie najmłodszym fantastycznych powieści z wciągającymi przygodami, ale ważne według mnie są też takie zwykłe, codzienne sprawy, które wielu z nich mogą dotknąć.
Myślę, że dzięki temu wyrosną na wrażliwych, mądrych ludzi.

W zeszłym roku wspominałam już o książkach z podobnego nurtu autorstwa pary Gro Dahle i Svena Nyhusa, dlatego przypomnę tamte trzy tytuły.

Dodaj komentarz