Jak zostać scenarzystą filmowym? Lekcja 0: Wstęp do scenariopisarstwa

Jednym z moich pierwszych wyzwań zawodowych w nowej pracy było przeprowadzenie warsztatów pisania prozą. Zadanie było o tyle utrudnione, że grupą docelową były dzieci z wczesnych klas szkoły podstawowej, więc problem pojawiał się już nawet przy samej technice. Wymyśliłam jednak dość ciekawy sposób i mogłam z dumą stwierdzić, że powstało kilkanaście porządnych prac. Dlaczego nie pójść krok dalej, wykorzystując moją wiedzę i doświadczenie? Tak powstał pomysł na krótki cykl, w którym nauczę Was tego, co wiem o pisaniu scenariuszy filmowych.


Musimy zacząć od wprowadzenia. Najlepiej odpowiedzieć sobie na kilka pytań, które pozwolą Wam stwierdzić, czy jesteście we właściwym miejscu. Jeśli uważacie, że nie interesuje Was to zupełnie, możecie od razu włączyć czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu. Jeśli jednak choć w maleńkiej cząstce duszy intryguje Was ten temat, wyobrażacie sobie mowę, jaką wygłosicie przy podziękowaniach za Oscara lub po prostu szukacie sposobu na poradzenie sobie ze swoim kreatywnym umysłem- zostańcie.

Czym jest scenariusz?

Scenariusz to tekst niebylejaki. Scenariusz stoi przed wielkim wyzwaniem- przeróbką. Na film, spektakl, twórczą odpowiedź artystyczną. Jeśli scenariusz jest zły, raczej nic dobrego z niego nie powstanie. Jeśli scenariusz jest dobry, i tak mogą go zepsuć, dobierając reżysera z zupełnie odmienną wizją. Praca scenarzysty jest więc niewdzięczna. Wkłada w serce w materiał, który zwykle musi komuś oddać, a zwykle to on zbiera baty za ewentualną klęskę. Scenariusz powinien zawierać wszystko to, co (w przypadku filmu, bo na takich scenariuszach skupiamy się podczas naszych lekcji) widzimy na ekranie. Każde zmarszczone czoło, wszystkie wulgaryzmy, pogoda, która panuje za oknem. Zadaniem scenarzysty jest spisanie tego w odpowiednim formacie i wykopanie z gniazda. Dacie radę?

Czy można nauczyć się pisać? 

Tu otwiera się wielka dyskusja na temat tego, czy scenariopisarstwo to sztuka czy rzemiosło. Ja uważam, że to coś pomiędzy. Można mieć wielki talent literacki, ale jeśli nie zna się odpowiednich technik, to nie będzie się potrafiło tego przelać na klawiaturę, a nawet jak się spróbuje, będzie to na tyle nieczytelne, że nie zainteresuje żadnego producenta. Tak samo poznanie fachu, wyuczenie się regułek nie zastąpi tego, co jest tak bardzo istotne- duszy i wyobraźni pisarza. Czy można nauczyć się jednego i drugiego? Gorąco wierzę, że tak. Jeśli ma się odpowiednią motywację, zarówno wkucie regułek, jak i poczucie inspiracji i pewnego kunsztu literackiego do nas przyjdzie. Dobra, skreślcie to. Nie wystarczy sama motywacja. Trzeba jeszcze cholernie dużo pracować. Jesteście na to gotowi?

Czy można nauczyć się tego online? 

Nie wiem. Sama ukończyłam kurs w szkole scenariuszowej, przeczytałam sporo materiałów jeszcze, jak gimnazjalistką byłam i… nadal nie wiem. Z jednej strony, samouctwo jest dobre i miałam wrażenie, że kurs niczego nowego nie wniósł do tego, co już wiedziałam. Z drugiej strony, poznałam ludzi i mogłam skonfrontować swoje pomysły z ich wizjami, co naprawdę wzbogaciło mnie jako osobę i jako potencjalną scenarzystkę. Dlatego nie wiem, czy można online się tego nauczyć, ale postanowiłam spróbować i Wam przekazać pewne lekcje i wskazówki. Spróbujemy?

Po co?

Szansa przebicia się ze swoim scenariuszem, jeśli Twoje nazwisko nie brzmi Coppola lub Spielberg, wynosi być może jeden do miliona. Nawet jeśli sprzeda się do niego już prawa, możliwe, że będzie po prostu gnił u jakiegoś producenta zamiast w Twojej szufladzie. Czekają Cię godziny, a nawet lata, żmudnej, niewdzięcznej pracy, tworzenia, tworzenia, tworzenia, a potem poprawiania, przepisywania i znowu poprawiania. Po co to wszystko? Ano, między innymi, dla jednego wielkiego słowa: satysfakcji. Doskonale pamiętam, jak z D. tłumaczyłyśmy dwa lata temu pewien scenariusz. Miał być realizowany w Warszawie, już miałyśmy wizje wielkich sukcesów i karier. Spędziłyśmy wiele dni i nocy przy komputerach, a w ostatni weekend zamknęłyśmy się w mieszkaniu i wpadłyśmy w szał tłumaczenia i poprawiania. I gdy nareszcie „FADE OUT” zmieniło się w „WYCIEMNIENIE”, mimo zmęczenia, poczułam niesamowitego kopa. Że się nam udało. Że potrafiłyśmy. Czułam się spełniona. Co dopiero by było, gdyby ktoś faktycznie potem przeistoczył go w piękny film…

Czy to zabawa dla wszystkich?

Tu odpowiedź jest krótka: NIE. Trzeba mieć naprawdę mnóstwo samozaparcia, żeby móc pracować z tekstem. Wolny czas się znajdzie, jeśli będzie żywa chęć do działania. Trzeba po prostu chcieć. I pracować. Pisarzem nie staje się człowiek od gadania (chyba że jest ciocią ebi, która więcej gada o pisaniu niż rzeczywiście pisze, ale ciągle staram się poprawiać swoje błędy) Pisarzem można stać tylko od pisania. Proste. Jeśli Cię to nie jara, odpuść. Jeśli myślisz, że może, spróbuj. Jeśli chcesz tego, weź się do roboty, jasne? Koniec z pierdoleniem. Działamy.

Jak to będzie wyglądało?

Na razie w formie notek. Potem może pójdziemy krok dalej, ale nie wiem na razie, czym to mogło by być, poza spotkaniami na żywo i wspólnym pisaniem. To jednak inna śpiewka, teraz terminy poszczególnych lekcji i ich tematyka.

  1. BOHATER -słów kilka o tym, jak budować postać – 18.01.2015
  2. ŚWIAT – jak stworzyć miejsce, w którym rozgrywa się nasze dzieło- 30.01.2015
  3. HISTORIA – trochę o strukturze, o tym, jak poukładać do kupy nasze słowa- 7.02.2015
  4. FORMAT – technika pisania w ściśle formalnym znaczeniu – 15.02. 2015
  5. JAK PISAĆ? – pomysły, skąd czerpać inspirację i nie tylko- 21.02. 2015
  6. NAPISAŁEM. I CO DALEJ? – no właśnie… – 27.02.2015

Taki jest plan. Wszelkie propozycje i pytania mile widziane- wtedy najwyżej w kalendarzu postawimy pkt 7 – FAQ. No, ale na razie to tyle.
Na niedzielę (tym razem też prawdziwą!) przynieście kajeciki. Widzimy się o 18:00.