Jak zostać scenarzystą filmowym? Lekcja 1: BOHATER

 

Dlaczego zaczynamy nasze scenariopisarskie lekcje od bohatera?
a) bo w filmie jest on najważniejszy
b) bo jest to najłatwiejsze do napisania
c) bo autorka tekstu nie ma żadnych problemów z tworzeniem wyrazistych postaci

Jeśli na przynajmniej jedną z powyższych odpowiedzi, pokiwałeś głową i stwierdziłeś, że o to właśnie chodzi, mam dla Ciebie złą wiadomość. Chrzanisz. A ja postaram Ci się to udowodnić, dlatego łap kajecik, długopis i notuj.

Żeby ułatwić nam zadanie, kategoria pogrupowana jest na sześć punktów i zajmiemy się teraz omówieniem każdego z nich. A na koniec dostaniecie w prezencie coś w formie zadania albo raczej pomocnej dłoni w temacie tak skomplikowanym jak tworzenie postaci. Bo nieco trzeba się z tym nagłowić, ale to pewnie już wiecie.

1. WĄTEK

Ten punkt jest szczególnie dla tych osób, które twierdząco zaznaczyłyby punkt A z naszego wstępu. Nie, nie i jeszcze raz nie. Bohater nie jest najważniejszy. Zajebista postać bez ciekawej historii przepadnie, bo widzów rozczaruje i w ich recenzjach na filmweb będą tylko pisać „chociaż bohater XX miał potencjał”. Jako scenarzyści musicie nie dość, że wydobyć ten potencjał, to jeszcze wcisnąć go w historię, która powali ludzi na kolana. Tu nie ma rozgraniczenia na równi-równiejsi. Nie można olać jednego na rzecz drugiego. Bohater i historia są nierozerwalni jak… ciocia ebi i jej fotograf.
Budując wątek nie można zapomnieć o swoim bohaterze. Tak samo tworząc bohatera, trzeba mieć wizję, w której osadzamy go dokładnie w tej historii. W naszym scenariuszu nasz bohater musi zaprzeczać tezie, że nie ma ludzi niezastąpionych. Po prostu.

2. AKCJA

Czym się różni powieść od scenariusza? Skoro tak chętnie podnosicie ręce, wnioskuję, że znacie odpowiedzi, ale i tak Wam powiem, o co mi chodzi. Różnicą jest poznawanie postaci. W powieści czy opowiadaniu możemy kilka stron poświęcić rozważaniom na tematy moralne, uzasadnienie działania bohatera. W scenariuszu nie ma na to miejsca. W scenariuszu musi być akcja. Działanie.

1. 
Zenon nie wiedział, jak postąpić. Z jednej strony, była mu bliska, wiedział, że nie chciał stracić jej ze swojej codzienności. Jednak podjęcie jakiegokolwiek kroku, wiązało się z ryzykiem. Mogła źle zareagować. Mogła się przestraszyć. Mogła… Zliczał w głowie powody, dla których miałaby odrzucić jego uczucia. Wpatrywał się w słuchawkę, jakby ta miała mu odpowiedzieć, co robić. W końcu zdecydował się po nią sięgnąć. Miał wrażenie, że świat się zatrzymał, gdy wybierał ten jeden, najważniejszy w jego smętnym życiu, numer. Gdy usłyszał sygnał, modlitwy mógł zastąpić tylko cichym:
– Odbierz, odbierz, odbierz…

2.
Stremowany Zenon podszedł do telefonu stacjonarnego. Sięgnął po słuchawkę. Wziął głęboki oddech, podniósł ją i wykręcił numer. 

ZENON
(szeptem)
Odbierz, odbierz, odbierz.

Tak, wiem, żenująca scenka, ale jej zadaniem nie był popis mojego grafomaństwa, ale uświadomienie Wam różnicy. Nie macie kilkunastu stron na rozwijanie wnętrza Waszej postaci. To rach-ciach. Działanie, nie nudne opisy. W scenariuszu zapisujemy tylko to, co widać na ekranie. Nie wchodzimy do głowy i serducha postaci (chyba że wprowadzimy retrospekcje, ale tu zakładam, że tak nie jest)

Jeśli mowa o akcji, warto zwrócić też uwagę na jedną rzecz. Niech Wasz bohater nie będzie udzielną księżniczką, bezwolną krową (chyba że taki Wasz cel i tworzycie najnudniejszą postać ever- to czasami też się sprawdza, ale rzadko) Bohater musi działać. Nie tylko reagować na sytuacje, w które jest wrzucany. 

3. CHARAKTER

Jeśli nie domyśliliście się, że obrazek powyżej ma symbolizować wielowarstwowość Waszej postaci, to z Wami źle. Lub ze mną i moimi słabymi metaforami. No ale to nieważne.
Co jest ważne, gdy omawiamy charakter przy tworzeniu postaci?  Wszyscy powiedzą Wam, że należy tworzyć pełnowymiarowe, wyraziste charaktery, które wręcz ożywają, a nie są tylko zbiorem słów na papierze. I właściwie, to jest prawda. Nie twórzcie laurek, idealnych postaci. Bez sensu tak. Twórzcie prawdziwych ludzi, takich z wadami, takich, których moglibyście sami znać.
Uważacie, że Wasza sąsiadka jest perfekcyjną panią domu bez żadnej skazy? Dupa zbita. Każdy ma jakąś wadę, każdy ma w sobie jakiegoś demona, większego lub mniejszego. A jeśli znacie kogoś takiego, kto jest dowodem na bycie perfekcyjnym, to mi go przedstawcie. Otworzę Wam oczy, punktując jego słabości (dobra, aż tak niemiła nie jestem, chociaż na potrzeby lekcji pewnie mogłabym się poświęcić).
Oczywiście, nie popadajcie ze skrajności w skrajność. Jeżeli w Waszym scenariuszu, głównym bohaterem jest postać o szemranej przeszłości i przyszłości, prawdziwie podły człowiek, niech też ma w sobie coś, co osłodzi jego wizerunek. Nie chodzi tu o to, żeby był mniej wyrazisty. Raczej o pokazanie, że nawet tak skrajnie okrutny człowiek ma w sobie jakieś pokłady miłości.

Dlaczego nie omawiamy wyglądu? A nawet nie wiem, czemu dodałam takiego punktu. Może nie mam zbyt wiele do powiedzenia na ten temat. Zaledwie jedną radę. Dla niektórych bardzo pomocne jest pisanie „pod konkretną postać”, np. wyobrażanie sobie jakiegoś aktora, który pasowałby do opisywanego bohatera. Wtedy bywa łatwiej. Ja stosowałam też metodę, że wycinałam sobie modelki z gazet i przyklejałam do zeszytów z notatkami na temat danych postaci. 

4. ZMIANA

Kolejny punkt właściwie mógłby pełnić rolę podpunktu do poprzedniego, ale uznałam, że jest to na tyle ważne, żeby wyszczególnić. Znów wyobraźmy sobie naszego bohatera. Jest on taki sam na początku filmu, jak i na końcu? Nic się nie zmienił? Nie dojrzał lub nie stał się jeszcze większym kretynem? To po cholerę właściwie straciliśmy czas, żeby obejrzeć kogoś, kto stoi w miejscu? Już wystarczy, że my sprawiamy wrażenie, że całe nasze życie to pasmo prokrastynacji. Od bohatera filmowego chcemy czegoś więcej. Przynajmniej ja chcę.
Ale zmiana na siłę też nie jest dobra. Wczoraj oglądałam film „Gangster” (Lawless) na Canal+. Opowiada o trzech braciszkach trzymających iluzoryczną władzę w regionie w czasach prohibicji. Krew i alkohol leją się strumieniami, ale to nie jest ważne. Chodzi o to, że ich owa zmiana została przedstawiona w ostatnich trzech minutach filmu, kiedy to jeden brat opisuje sielaneczkę, żony, dzieci i tak dalej. Masakra. Pomijając już to, że taki film nie powinien się tak kończyć, nie powinno być to tak wyłożone na tacy, w narracji, w pięć sekund. Bo tego w ogóle nie czuć. I jest słabe.
A propos zmiany i przykładów, trzeba zachować pewną konsekwencję w swoim pisaniu. Nie oglądam Glee od dawna, ale scenę z ostatniego odcinka z Trenerką widziałam i jestem oburzona. Pod względem scenariopisarskim, nie światopoglądowym. Odkąd ją poznaliśmy, przedstawiano ją jako silną i mądrą kobietę, która walczy ze stereotypem „męskiej babki”, która chce być uważana za atrakcyjną, kochana, kobieca i tak dalej. Naprawdę ciekawa postać, z charakterem, godna naśladowania i podziwu. A tu oni BACH! „Zawsze czułam się facetem, dlatego zainteresowałam się sportem”. No, kuźwa.
Wciskanie postaci w sztywne, stereotypowe ramy to chyba jedna z najgorszych rzeczy, jakie możemy jako pisarze zrobić. Ale w sumie, dobrze, że takie rzeczy jak Glee powstają. Mamy żywy dowód, jak można spierdolić coś, co było tak rewelacyjne, a nawet rewolucyjne kilka lat wcześniej.
Podsumowując, zmiana dobra rzecz, ale trzeba ją faktycznie dać odczuć.

5. UCZUCIA

Uwaga, pytanie do pilnych studentów. Po co oglądacie filmy?
Po to, żeby popatrzeć na ładne, ruszające się obrazki?  Nah, chodzi o coś więcej. Chodzi o to, żeby coś poczuć. Już starożytni nazywali to szumnie pojęciem „katharsis”. Bez tego, owszem, film może być miłym zagospodarowaniem dwóch godzin, ale pewnie szybko zostanie zapomniany. Co innego filmy, w które naprawdę człowiek wsiąka, które z nim zostają. A dzieje się tak za sprawą uczuć. Dlatego pisząc bohatera, prowadząc jego wątek, pamiętajcie o uczuciach. Czy będziemy go kochać, czy nienawidzić czy jedno i drugie. Wszystko to jest lepsze od obojętności. Obojętność wobec bohatera sprawi, że na 99% będziemy też obojętni wobec filmu. True story.
Widz nie musi lubić bohatera, ale musi coś do niego czuć, żeby móc się z nim w pewnym stopniu identyfikować. Zaangażowany widz to połowa naszego sukcesu.

6. POZOSTALI

Cały czas mówię „bohater”, egoistycznie skupiając się na tylko głównej postaci Waszego scenariusza. A przecież on nie jest jedyną postacią, nad którą pracujecie. No, chyba, że piszecie właśnie pełnometrażówkę opierającą się TYLKO na jednej osobie. To dopiero byłoby wyzwanie- dla pisarza i podejrzewam, że dla widzów także. No ale my nie o tym. Tutaj chciałam powiedzieć o bardzo przyjemnej (ok, przyjemność w tym wypadku jest względna) zasadzie scenariopisarskiej, a mianowicie: jak zbędne, to wywalić. Tyczy się to zarówno wątków, jak i postaci. Jeśli ktoś nie ma konkretnej, niezastąpionej funkcji- do wywalenia. Po co tworzyć mnóstwo postaci, które nie zapadną w pamięć? Już nawet nie chodzi mi o to, że kolejny aktor, to kolejna wypłata, więc budżet rośnie. Myślę o naszych drogich widzach, dla których postacie epizodyczne czy drugoplanowe zlewają się w jedną całość. Dlatego mniej znaczy lepiej.
I niech to „mniej” będzie wyraziste. Macie w scenariuszu panią z warzywniaka? Dodajcie jej pieprzu. Czegoś takiego, co sprawi, że po wyjściu z kina nadal będzie się będzie miało przed oczami kilkuminutową scenkę. Co mogłoby to być? Teraz, tak od czapy, wyobrażam sobie, starszą panią z warzywniaka, która nocami wkuwa słownik wyrazów obcych (jedyna książka w jej domu!), by czarować klientów trudnymi słowami, gdy chwali się, jakie to sukcesy jej syn osiąga na studiach. Mogłoby się to sprawdzić. Niby chwila na ekranie, ale często sukces filmu to właśnie umiejętne wykorzystanie chwil. Nie zmarnujcie tego.
W tym temacie „pozostali” warto też zwrócić uwagę na jedną rzecz. Czarny charakter. Czy piszecie film gangsterski czy komedie romantyczną, czarny charakter lub jak to w slangu, antagonista, istnieje- albo jest to szef konkurencyjnej mafii albo dziewczyna, która walczy o względy narzeczonego Twojej bohaterki. Gatunek nie ma znaczenia. Tak czy siak, jak pani z warzywniaka dodajecie pieprzu, tak wróg niech otrzyma dużą dawkę jalapeno. Musi być naprawdę groźny, w sensie, stanowić prawdziwe wyzwanie dla naszego bohatera. I bardzo dobrze, jak wrzucicie go w pewną sferę szarości. Uważam, że nie ma ludzi całkowicie złych ani całkowicie dobrych. Tak też powinno być w scenariuszach. Cliche, ale chodzi mi o sytuacje typu: bezwzględny gangster wzrusza się pięknem operowej arii. Kumacie? No to dobra. Kończę przynudzanie o bohaterach.

ciocia ebi dobra rada:
Niektórzy scenarzyści wychodzą z założenia, że żeby poznać dobrze swojego bohatera, trzeba spisać cały jego życiorys, krok po kroczku, co się wydarzyło przed samym filmem. Owszem, pomysł dobry, ale dla mnie spisywanie wszystkiego jest trochę stratą czasu. Zgadzam się jednak z tymi scenarzystami, którzy twierdzą, że musimy naszą postać znać lepiej niż nas samych. Dlaczego? Chociażby dlatego, że swoje słabości często ukrywamy, wstydzimy się ich. Słabości naszego bohatera musimy znać, żeby móc go lepiej prowadzić. Proste.

Żeby budowanie postaci było nieco łatwiejsze, przygotowałam narzędzie, które może Wam pomóc. Możecie pobrać sobie kwestionariusz bohatera, edytować na komputerze lub wydrukować i długopisem uzupełniać. (ja zwykle uprawiam tą drugą sztukę i mój fotograf na mnie wrzeszczy, że milion karteczek fruwa po domu 😀 )
Kwestionariusz do pobrania: tutaj.

No i co, to by było na tyle. Mam nadzieję, że lekcja się Wam podobała i uruchomiła Wasze pokłady kreatywności tak, że już siadacie do tworzenia.
Do zobaczenia za dwa dni lub na następnej lekcji scenariopisarskiej (30.01.2015) – jak zwykle o 18:00.
Trzymajcie się!


W poprzednim odcinku:
Lekcja 0: Wstęp do scenariopisarstwa.