Jak zostać scenarzystą filmowym? Lekcja 2: ŚWIAT

Na początek przepraszam Was za opóźnienie. Moja wczorajsza drzemka miała trwać dwadzieścia minutek, a obudziłam się po trzech godzinach. Tak, taki szalony piąteczek! Ale już wracamy na odpowiednie tory i kontynuujemy naszą scenariopisarską przygodę. Jeśli ominęła Was lekcja pierwsza, to tutaj podsyłam artykuł o tym, jak konstruować bohatera. Szczególnie przydatny może być dla Was ten kwestionariusz postaci zamieszczony na końcu, więc nie ignorujcie (statystyki mi mówią, że mało osób na niego zerknęło, dlatego przypominam raz jeszcze). 
Komu w drogę, temu taczki! 

Świat w scenariuszu może mieć dla Was dwa znaczenia- oba ogromnie istotne. Z jednej strony mowa o świecie jako całym uniwersum, w jakim toczy się tworzona przez nas akcja, z drugiej chodzi o scenę, która tyle nam może powiedzieć. Zajmijmy się na początek tą pierwszą interpretacją. 
Świat jako uniwersum. Świat nie jako element, ale całość. Świat, który ma swoje prawa, zasady, odpowiednie anomalia. Świat, którego trzeba traktować jakby był kolejnym bohaterem scenariusza. Trzeba się mu przyjrzeć, trzeba go poznać, trzeba sprawić, żeby był wyjątkowy. Tak, nawet jeśli Wasza historia rozgrywa się tylko w spożywczaku, który każdy człowiek zna. Wy musicie znać ten spożywczak najlepiej i doskonale wiedzieć, dlaczego akcja rozgrywa się właśnie tam. 
Na świat naszej opowieści składa się cała masa czynników- niezależnie od tego, czy piszemy o postapokaliptycznej Europie czy o wspomnianym spożywczaku. To nie tylko miejsce, to także czas, w jakim odbywa się akcja, pogoda, jaka panuje za oknem, historia, jaka dotknęła dany urywek naszej fikcyjnej rzeczywistości. Nasz świat musi być niezastąpiony, gdyż niewiarygodnie wpływa on na fabułę (jeśli nie wpływa, to pewnie macie nudny scenariusz lub taki, który lepiej sprawdzi się na deskach teatru). Weźmy ten nasz spożywczak na prowincji. Mamy piękną, dramatyczną historię między trzema sklepikarkami, szefem i ich klientami. A teraz przerzućmy tych bohaterów do wielkiego hipermarketu (niech będzie, że na dział spożywczy) w ogromnym mieście. Niby zostali nam Ci sami bohaterowie, a zmieniło się wszystko. Mentalność ludzi, fabularne problemy, wszystko. Miejsce tworzy nasz scenariusz i jeśli je zmienimy, zmienimy też resztę. Czasami jest to bardzo dobre rozwiązanie, gdy utkniemy przy pisaniu. Może po prostu wystarczy przerzucić bohaterów w nieco inne miejsce, a to pootwiera nowe możliwości? 
Ważną rzeczą jest zrobienie odpowiedniego researchu. Jak pisałam wcześniej, tworzę teraz historię, której akcja toczy się w miasteczku, które z pozoru nie wyróżnia się niczym ciekawym. Miasteczko to istnieje i (uwaga, będzie brzydkie słowo) pierdylion godzin spędzam, żeby je poznać-geograficznie, historycznie, mentalnie. O wiele łatwiej byłoby stworzyć coś na nowo, ale! Ale wtedy też musiałabym to robić. Tkwić nad mapami (które sama rysuję), czytać życiorys notabli (które sama piszę), budować i tchnąć ducha. Nie wyobrażam sobie, jak można pracować z takim tekstem jak scenariusz czy powieść i nie znać swojego bohatera, jakim jest świat naszej opowieści. To po prostu nie działa.
Drugą kwestią, jaka przychodzi mi do głowy, kiedy myślę „świat a scenariusz” jest świat sceny. Dobry scenarzysta potrafi skonstruować tak opis sceny, że po pierwsze, scenograf nie ma żadnych problemów, gdy zabiera się do swojej pracy, a po drugie, poznajemy dzięki niej postać. Patrząc na pierdoły, leżące w pokoju bohatera, jesteśmy w stanie stwierdzić, czym się zajmuje, co go martwi. Nie musi nam tego deklamować, nie musimy słuchać tego w deklaracjach innych osób. To nie „M jak Miłość” czy inne „Trudne sprawy”, że trzeba nam to łopatologicznie obwieszczać. Wystarczy jeden rzut oka i znamy sytuację, wątek. Przykład na rybę:
Nasz scenariusz miałby tylko gdzieś koło łóżka rzucony test ciążowy i mnóstwo zużytych chusteczek.
Scenariusz telenoweli to byłby telefon pani A. do pani B., która leży na tym łóżku i mówi: „Tak, właśnie zrobiłam test. Nie jestem w ciąży. Tak bardzo chciałam tego dziecka. Zaczęłam się zdrowo odżywiać i przeczytałam wszystkie poradniki. Ale nie jestem, właśnie zrobiłam test”.
Rozumieta? No, to bardzo się cieszę. Wprawdzie na takich kawonaławicznych serialikach o wiele łatwiej jest zarobić, ale wychodzę z założenia, że jeśli czytacie te słowa, to przyświeca Wam cel pójścia do przodu z pisarstwem, a nie nabijanie portfela. Bo jeśli jest inaczej, to cóż, zmartwię Was, ale łatwiej będzie wygrać w totka.
Jeśli konstruujemy scenę, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Dodanie pewnego smaczku. Czegoś, co sprawi, że nasza scena będzie ciekawsza. Przykład: Rozmowa przyjaciółek. Siedzą w salonie, piją herbatkę. ZIEEEEEEEEEEEEEEW. Jak zrobić to lepiej? Niech siedzą na huśtawkach, niech się coś dzieje. Jak zrobić to jeszcze lepiej? Wyślijcie je na tory kolejowe, a herbatkę zamieńcie na whisky. Powinno lepiej nam zagrać. Dodajcie coś kontrastowego, coś, co przykuje uwagę widza. Rozmowy w salonie to do reklam. (Oczywiście, czasami potrzebujemy takich scen, ale trochę kreatywności jeszcze nigdy nie zaszkodziło)

Hm. Więcej grzechów nie pamiętam. No to do następnego!