Jak zostać scenarzystą filmowym? Lekcja 3: HISTORIA

Opublikowane przez ebi w dniu

Życie prywatno-zawodowe wlazło w drogę mojej blogowej przygodzie, dlatego z lekkim poślizgiem te nasze lekcje scenariuszowe się pojawiają. (czyt. po prostu o nich zapomniałam) Mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza, bo pilnie pracujecie nad postacią (postaciami) i światem, w którym oni żyją.
Najwyższy czas na trochę akcji i podzielenia się kilkoma teoriami, jak układać wątki w naszej historii. Nie ma tutaj recepty na sukces, nie będzie tutaj tajnych danych, które sprawią, że w przyszłym roku to Wasze nazwisko będą wyczytywać w Kodak Theatre. To po prostu wskazówki, które mają spotkać się z Waszą sumienną pracą i w efekcie stworzyć coś… Coś. Po prostu. I niech będzie, przez wielkie „C”.


Już w podstawówce tłukli nam do głowy, że opowiadanie ma wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Scenariusz jak każda opowieść też powinien tak wyglądać. Oczywiście, eksperymenty są mile widziane, zabawy z retrospekcjami, czasem, manipulacja widzem- proszę bardzo, ale to musi mieć ręce i nogi. Wstęp służy nam (widzom) do poznania bohaterów, świata, dzięki niemu możemy zapoznać się z tym, co będzie dalej, ocenić, z jakim gatunkiem mamy do czynienia.
Dobrze, może teraz przedstawię Wam kilka pomysłów na budowanie fabuły. Niektóre ciekawe, inne mniej, ale wszystkie mogą mieć ten ważny element inspiracji. Jeszcze taka notatka ze strony technicznej- to, co ja nazywam historią, teoretycy scenariopisarstwa pewnie określiliby strukturą.
  • Podróż bohatera

Zaczynamy od mojej ulubionej teorii, jeśli można mieć w tym wypadku coś ulubionego. Zawsze zadziwia mnie, jak łatwo wpasować filmy różnych gatunków właśnie do tego szablonu. Pan, który ją opracował nazywał się Cambell i wziął na warsztat mity wielu kultur, które rozłożył na czynniki pierwsze. Co się okazało? Otóż, wszystkie miały zbliżony do siebie szkielet opowieści. Wyselekcjonował dwanaście elementów tego szkieletu, którymi się teraz z Wami podzielę:
UWAGA: Jeśli nie widzieliście  „Life as we know it” Grega Berlanti’ego, a nie chcecie spoilerów,  omińcie ten fragment. Dla lepszej nauki posiłkuję się konkretnym filmem. Zawsze możecie też obejrzeć, by zrozumieć, o co chodzi w tej teorii na przykładzie.

1. Zwyczajny świat- poznajemy naszego bohatera, jego świat, jego charakter, zawód i tak dalej. W przykładowej komedii romantycznej jest to przedstawienie dziewczyny, która prowadzi skromną piekarnię i chłopaka, który jest jej zupełnym przeciwieństwem. Randkowanie im nie wychodzi, a tu okazuje się, że zostają rodzicami chrzestnymi uroczej córeczki ich wspólnych znajomych (którzy próbowali ich ustawić na tę randkę w ciemno). Nie przepadają za sobą, krytykują siebie, woleliby siebie unikać.
2. Zew przygody – pojawia się wyzwanie, które psuje to, co było do tej pory, zmienia ten świat. W przypadku omawianego filmu jest to tragiczny wypadek, w którym giną przyjaciele głównych bohaterów, osieracając córkę.
3. Opór bohatera – zwykle bohater boi się tego wspomnianego wyzwania, dlatego reaguje z rezerwą, dystansem. Tu facet był tym, który nie chciał się bawić w „dom”, babeczka też się bała, ale z przyzwoitości i miłości dla małej, postanowiła podjąć ryzyko i zostać opiekunką.
4. Mądry starzec – mentor, kolo, który udziela rad, wskazówek; czasami faktycznie jest to staruszek, czasami wręcz przeciwnie. W tym filmie „mądrym starcem” mogłaby być pracownica opieki społecznej, która czuwa nad dobrem dziewczynki.
5. Nowy świat – w końcu jednak bohater decyduje się i wkracza w wir przygody. No i voila, nasi bohaterowie zajmują się dzieciaczkiem i starają godzić to z życiem zawodowym.
6. Próba, sprzymierzeńcy, wrogowie- i jak to z każdą przygodą bywa, bohater dotykają rozliczne perypetie w towarzystwie przyjaciół i nieprzyjaciół. Może ich być bez liku! Tu przykładem pierwszym z brzegu jest dziwna wysypka u małej i przystojny pan pediatra (który okazuje się być stałym klientem pani od piekarni)
7. Jaskinia mroku-
8. Cierpienie- kryzys, najtrudniejsza chwila. W omawianym filmie może to być moment, kiedy bohater dowiaduje się, że dostał pracę w innym zakątku kraju, przez co bohaterka jest zraniona, bo opuszcza ją i dziecko (łamie serduszko tym sposobem)
9. Przejęcie miecza- bohater dzięki nowej sile, wiedzy, umiejętności i tak dalej, może stawić czoła swoim przeciwnościom. U nas jest to rozmowa z kuratorką, która shippowała parkę bardziej niż widzowie.
10. Droga z powrotem- Jeszcze brakuje finału, niby myślimy, że sielaneczka, ale w każdym chwili coś może wyskoczyć z szafy. W naszym filmie to moment, kiedy bohaterka jedzie na lotnisko.
11. Odrodzenie- wielkie słowo katharsis. A w naszym przykładzie? Po powrocie z lotniska bohaterka odnajduje ukochanego w domu. Czyż to nie piękne?
12. Powrót z eliksirem- Happy end. No, w szerokim rozumieniu ten „happy”, ale raczej widzowie oczekują, że skończy się sprawiedliwie, o. Zależy i od gatunku, i od fabuły. W przypadku komedii romantycznej w finale spodziewamy się miłości. Proste. Sielaneczka, drugie urodziny bobasa, a i dla parki tort, że udało im się wytrzymać rok.

Punkciki te możemy dowolnie mieszać, bawić się nimi, kombinować. Istnieją głosy krytyki, które marudzą na to, że zabija się przez taki schemat oryginalność. W pewnym sensie, mają rację. Ale z drugiej strony, nawet najbardziej oryginalny i wyjątkowy scenariusz dałoby się wrzucić w te ramy.
Jeszcze z notatek dla Was, Pan, który „przetłumaczył” teorię Cambella na bardziej scenariopisarski język nazywa się Christopher Vogler, a książka, w której to opisał, nosi tytuł „Podróż autora”.

  • Wykresik

Dużo osób myśli obrazami, więc pozwoliłam sobie zeskanować wykres ze wspomnianej na końcu notki książki. Niby wszystko to można wiedzieć i znać „na logikę”, ale ja jednak lubię, jak mam wszystko na jednym rysunku, łatwiej mi zebrać swoje myśli; wystarczy skserować taki szablon i później można po nim kreślić swoje pomysły.
Na potrzeby naszej pierwszej lekcji (o bohaterze filmowym) przygotowałam Wam pod koniec notki ćwiczenie- kwestionariusz postaci. Śmiało możecie z niego korzystać, bo czasami jest wielkim ułatwieniem.  Tym razem nie dostaniecie zadania; możecie po prostu sobie pobazgrać po wykresiku, który zamieściłam powyżej i zastanowić się, czy w Waszym pomyśle jest e n e r g i a. Czyta się go dobrze czy może fabuła się dłuży? Czy głównego bohatera da się polubić? Czy widz zostanie wciągnięty w film od samego początku? Czy jest to łopatologiczne dzieło czy może jednak wymaga od widza ruszenia główką i przemyślenia kilku spraw? Czy tekst jest spójny? Czy nie jest za długi?
Pamiętajcie, że mówiąc energia nie mam na myśli „fajerwerków, cycków i strzelania”. Można zrobić bardzo energetyczny film, który pochłania od pierwszej sekundy, a zarazem może być on wyciszony, subtelny, cichy.

  •  Technika Walta Disney’a 

Opowiadałam o niej kiedyś w filmiku, zachęcając Was do skorzystania z niej. Metoda ta działa w różnych sferach, gdy przychodzi nam do wykombinowania coś kreatywnego. I możemy z niej korzystać zarówno solo, jak i w grupie. Ja wykorzystywałam tą metodę podczas planowania wydarzenia kulturalnego w trzyosobowej drużynie, tu jednak odniosę się do scenariopisarstwa tylko.
Wyobraźcie sobie trzy pokoje. Każdy z nich ma własną funkcję, każdy odpowiedzialny jest za coś innego. Przechodzimy z jednego pokoju do drugiego, ale (!) nie możemy mieszać zasad w nich panujących. Jesteśmy tu i teraz.

Pokój marzyciela. W tym pokoju puszczamy wodze fantazji. Nasz budżet jest nieograniczony. Ba, mogą istnieć jednorożce. Wszystko, co sobie marzymy, w związku z naszym filmem, może się wydarzyć. Angelina Jolie zagra główną rolę, ubrana tylko w biżuterię Swarovsky’ego, a towarzyszyć jej będzie pan Gienek z obuwniczego. Wszystko. Nie ma rzeczy niemożliwych, zapisujemy każdy nasz, nawet najdurniejszy pomysł.

Pokój realisty. Następny pokój to taka pani z czerwonym i zielonym flamastrem. Zielonym zaznacza cenne pomysły, dopisuje zmiany, które mogą się sprawdzić, Angelinę zmienia na wnuczkę pana Gienka, a jednorożce to po prostu stadnina koni, którym w programie komputerowym można dorobić brokatowe gwiazdki. Czerwonym z kolei podkreśla najistotniejsze rzeczy, które marzyciel zgłosił. Owe, co autor miał na myśli.

Pokój krytyka. I przechodzimy do końcowego etapu. Rolą krytyka jest przyjrzenie się jeszcze raz pomysłom, które pojawiły się wcześniej. Wskazuje, co jest niewykonalne, wskazuje, co może się nie udać. Krytyk wie, że pan Gienek nigdy nie zgodzi się na udział w filmie, wie, że źle się układa praca mało doświadczonych osób z końmi, dlatego zmienia je na chomiki. Krytyk odpowiada, co dalej.

Fajną sprawą jest rzeczywista, fizyczna zmiana miejsca, w którym się pracuje. Wyjdźcie do salonu, potem do kuchni, a pokój krytyka urządźcie sobie w ogrodzie. Nie bójcie się eksperymentów.

Jest jeszcze jedna lekcja, którą uważam za cenną. Jeśli pierwsze 10 stron nie wciągnie czytelnika, przepadliście. Już Wasz widz przełączył kanał. Cytując klasyka, „film powinien zacząć się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno wzrastać”. Zacznijcie od łubudubu. Nawet jeśli jest to subtelna komedia romantyczna, zacznijcie od odpowiedniego łubudubu. Metaforycznego, takiego, które uwiedzie widza, przyciągnie go przed ekran i nie pozwoli mu się oderwać, bo będzie chciał wiedzieć, co się wydarzy dalej.

PS. Nie potrafiłabym tej notki napisać bez wiedzy teoretycznej, jaką wyniosłam na zajęciach w szkole scenariuszowej i pozycji Russina i Downsa „Jak napisać scenariusz filmowy
PS2. Agu od Ali, potraktuj ten mój powrót do lekcji jako prezent urodzinowy <3 A życzenia? Pisz, pisz, pisz!

Kategorie: jak pisać