#jedzjabłka

Miałam w planach podzielić się dzisiaj zupełnie innym przepisem, jednak okoliczności sprawiły, że po prostu wypada zawrzeć coś, co ma związek z jabłkami. Nieważne, czy to robicie w ramach protestu, nieważne, czy w ramach mody. Fajnie jest wiedzieć, że możemy zrobić coś razem i dobrze by było taką świadomość wykorzystać. Róbmy swoje i na pohybel wujaszkowi. 
prawie filmowy placek z jabłkami
ciasto
250 g mąki
łyżeczka proszku do pieczenia
100 g cukru
100 g masła (margaryna też jest sponka)
żółtko
4 łyżki mleka

nadzienie
750 g jabłek (dajcie więcej na złość 😛 )
łyżka masła
garść rodzynek (wiem, że rodzynki są fuj, ale tu akurat nie przeszkadzają tak bardzo)
4 łyżki cukru
1/2 łyżeczki cynamonu
sok i skórka z połowy cytryny
garść drobno posiekanych migdałów

Widzicie, jaka jestem fajna? Dałam Wam proporcje. Może dlatego, że uczono mnie, aby ciasta robić zgodnie z przepisem, bo inaczej nie wyjdzie. Pewna dawka eksperymentowania według mnie nie jest jednak aż taka zła. Bawcie się gotowaniem.
A jak przyrządzić to cacko? Ciasto- kroić, kroić, kroić, zagnieść, zagnieść, zagnieść, zawinąć w folię i ukryć w lodówce na min. 30 minut. Potem podzielić na dwie nierówne części. Rozwałkować. Większa „połowa” pójdzie na dno i boki, a mniejszą przykryjemy później nadzienie.
A skoro o nadzieniu mowa, dusić wszystko w garnuszku pod przykryciem przez 15 minut, a później bez pokrywki bez kolejne 15, żeby ten sok odparował. Jak ostygnie, możemy włożyć do naszego ciasta.
Jak mówiłam, przykrywamy mniejszą częścią ciasta i zlepiamy brzegi (tak jak przy pierogach- pomagam sobie widelcem).
Mam nadzieję, że rozgrzaliście już piekarnik do 180 stopni? Wkładamy, pieczemy pół godzinki, może trochę dłużej.
A teraz najlepsze! Można jeść je na ciepło, więc dla łakomczuszków, którzy czekają przy Was przez te kuszące zapachy opcja idealna. Można dodać lody, jakiś sos waniliowy, pyszne pyszności. Można też poczekać i zjeść na zimno, chociaż nie wiem, czy wytrzymacie. 😀
Smacznego!