Klasyki mojego dzieciństwa

Ostatnio wspominałam sobie mój egzamin licencjacki- aż strach pomyśleć, jak dawno to było i ile się rzeczy od tamtego czasu zmieniło. Głównie na dobre. Wiecie, czego dotyczyła moja dumnie pisana wtedy praca? Wskazywałam sposoby, w jaki można promować czytelnictwo i jak wychować młodego miłośnika książki. Pewnie gdybym to dopracowała, mogłabym wydać teraz całkiem niezłego ebooka. Tylko pierw musiałabym go gdzieś odnaleźć… Nieważne. Ja dziś nie o tym. Dziś chciałabym Wam podrzucić kilka tytułów do czytania.

Czytania w pewnym sensie wyjątkowego, bo mam na uwadze Dzień Dziecka, który właśnie obchodzimy. Pomyślałam, że miłym połączeniem będzie refleksja nad książkami, które sama czytałam w dzieciństwie i które z uporem maniaka będę wciskać moim pociechom, jeśli takowych doczekam. Krótka lista stworzona przez zerknięcie na półkę i selekcję, więc oczywiście nie znajdują się na niej wszystkie pozycje, w których chciałabym rozkochać moje maluchy. Podrzucam Wam z maleńkim opisem i wyjaśnieniem, bo może macie w swoim gronie kogoś, komu przydałby się taki skok w klasykę. 

Pollyanna Eleanor H. Porter

To historia dziewczynki, której imię i zjawisko doczekało się upamiętnienia w psychologii. Opowieść, która w gruncie rzeczy wyglądała na smutną: dziecko po śmierci ojca (mamę pochowała wiele lat wcześniej) trafia do domu surowej ciotki, która rządzi twardą ręką w gospodarstwie i mieście. Ale Pollyanna ma w zanadrzu swoją zabawę. Zabawę w zadowolenie, w radość. Polegała ona na tym, że w każdej rzeczy, nawet najbardziej przykrej, dopatrywała się czegoś dobrego. Myślę, że gdyby więcej osób postrzegało tak życie, świat byłby piękniejszy. 

Podróż za jeden uśmiech Adam Bahdaj

Mam nadzieję, że znacie wszyscy Bahdaja? Jego przygodowe opowieści osadzone w czasach, które wiele osób wspomina z nostalgią. Często tytułuję się dzieckiem PRL-u i pewnie stąd wziął mi się sentyment do starych komedii i młodzieżowych powieści osadzonych w tamtych czasach. Ale zobaczcie: jaką polską młodzieżówkę ostatnio czytaliście? Poza książkami, które prawdopodobnie nie zdałyby testu Bechdel, niewiele tytułów przychodzi mi do głowy. Ciekawa jestem, jak współcześnie wyglądałyby losy Poldka i Dudusia. Pewnie zamiast przygody, byłby jeden sms i wszystko załatwione. Może właśnie dlatego tak chętnie wracam do prozy Bahdaja, to pełne uroku retro, w którym przygoda pisana jest często przez wielkie, ale niezauważalne P. 

Nils Paluszek Astrid Lindgren

Kolejne nazwisko świata literatury, którego grzechem jest nie znać. Pewnie na liście Waszych ulubionych opowieści z dzieciństwa znajdą się tytuły, które wyszły z jej zdolnej główki, nieważne, czy to Dzieci z Bullerbyn czy Pippi. Dla mnie najbardziej ukochanym jest jej zbiór opowiadań, które ukazały się we wspomnianym wyżej tomie. Wprowadziły taką małą ciocię ebi w świat fantastyki, świat czarów, który tak mnie w sobie rozkochał. Za każdym razem, gdy wracam do tych historii, staję się bohaterką tych magicznych miejsc lub, właściwie, tych zwykłych miejsc, w których dzieje się magia.

Atramentowe serce Cornelia Funke. 

To chyba jedyny tytuł na tej liście, który czytałam, jak już lat miałam „naście”. Dlaczego podrzucę go moim maluchom? Z prostej przyczyny. To nie tylko ciekawa fabuła – dziewczynka dowiaduje się, że jej ojciec ma dar czytania, jaki pewnie wielu z nas by chciało posiadać. Potrafi podczas lektury na głos sprawić, że postacie z tej książki ożywają i pojawiają się w „naszym” świecie. Zachwyca, wciąga, pochłania. Ale przede wszystkim, sprawia, że zakochujemy się w książkach i ich czytaniu na nowo (lub jeszcze bardziej) Meggie kocha książki, jej ojciec i ciotka tak samo, więc naturalnie w czytelniku taka miłość się rozbudzi. 
Każdy rozdział jest opatrzony króciutkim fragmentem innego utworu, a to z kolei może pomóc nam „odgrzebać” tytuły, o których zapomnieliśmy lub nigdy nie zwracaliśmy uwagi. Sama odkryłam w ten sposób kilka książek. 

Niezwykłe wakacje A.B.C. Stanisława Platówna

OMÓJ! Jak ja kocham tę książkę! Czytałam ją mnóstwo razy, bo to przygody zwariowanej rodzinki, w której wszyscy mają imiona na takie same literki. Urocza opowieść z nutką tajemnicy i kilogramami humoru. Egzemplarz podrzuciła mi Mama, jest już tak zniszczony, że aż strach pomyśleć, że chcę, aby wytrzymał jeszcze minimum trzydzieści kilka lat (tak, sentyment tak wielki, że wnuki też do niej zmuszę). Poszukajcie w swoich bibliotekach, jeśli chcecie się zanurzyć w cudną atmosferę lat sześćdziesiątych. 

Szatan z siódmej klasy Kornel Makuszyński

Znów odzywa się moja archaiczna dusza. Ta książka jest ważna dla mnie, bo to jeden z pierwszych bohaterów, który uświadomił mi, jak to cudownie jest być Krukonem. Adaś Cisowski był prawdopodobnie moim pierwszym fikcyjnym zauroczeniem. Sprytny, inteligentny, oczytany, wesoły, pełen empatii – ideał jednym słowem. Mam nadzieję, że moje dziecko – jeśli nie będzie go przypominać – przynajmniej się w nim zakocha. 
To tylko część pozycji, jakie chciałabym wcisnąć w łapki mojego młodego miłośnika książek. Chcę, żeby nauczyło się dzięki tym lekturom optymizmu, wytrwałości, miłości do rodziny, czytania i przygód, poszukiwania wiedzy i mądrości. Chciałabym, żeby każde dziecko mogło się schronić między kartami ulubionych utworów i żeby dzięki temu ich życie stało się lepsze. Słowa mają siłę i wierzę w to, że mogą zmienić świat, czego życzę nam wszystkich z okazji naszego dzisiejszego święta. 
A na koniec możecie mi powiedzieć, jakie klasyki z Waszej młodości podrzucicie (lub już podrzuciliście) swoim pociechom. 

PS. A Potterka na liście nie ma świadomie, bo to będzie już znał bobas w życiu prenatalnym ;D 

Dodaj komentarz