Kocham fajerwerki

Kocham fajerwerki. Gdy na nie patrzę, moje serducho mocniej bije, zachwycam się kolorami, kształtami. Raduję, jak małe dziecko. Nasza love story jednak nie ma happy endu, bo równocześnie ich nienawidzę.

Jak spędziliście wczorajszy wieczór? My cudownie, dobre jedzonko, świetne towarzystwo, wciągający film, nowa planszówka. A i jeszcze coś. Pół nocy próbowałam uspokajać przerażonego psa, który piszczał i panikował na huk petard i fajerwerków. Szukałyśmy najciemniejszego i najcichszego pokoju, ale gdzie tam. Każdy sobie urządzał prywatne show i w domu moich rodziców, który ma mnóstwo kątków, nie dało się znaleźć cichego. W końcu trochę pomogło, jak zawinęłam Fruzię w wielki koc i tuliłam jak niemowlaka, nadal się trzęsła, ale mam nadzieję, że czuła się nieco bezpieczniej.
Sunia koleżanki ze strachu rozwaliła drewniane drzwi. Wpadła w taki szał i jedyny ratunek widziała w drapaniu miejsca, które jest przed nią. Kto by pomyślał, że ma tyle siły? Wylękniony pies innej uciekł, dlatego sylwestrowy wieczór spędzili na bieganiu i poszukiwaniu go po całej miejscowości (udało się). Nie miałam jeszcze okazji rozmawiać z przyjaciółką, ale gdy zobaczyłam wpis jej chłopaka na facebooku, to wiem, że ich koty też spędziły koszmarne godziny.
I ja się pytam. Po co to wszystko? Po co puszczać fajerwerki, jak sprawia to tyle przykrości innym? Pozachwycacie się kilka minut, wydacie kupę kasy, a nasi podopieczni mają traumę. Oczywiście, nagle okazuje się, że twoi sąsiedzi mieszkają w innych strefach czasowych i terroryzują okolicę już od rana. Po co? Nasze zwierzaki były w o tyle komfortowej sytuacji, że byliśmy obok i mogliśmy je pocieszyć, ale co z psiakami i kotami, których opiekunowie akurat postanowili wybyć na kilka godzin i świętować w innym miejscu?
Po co to wszystko?
Chcecie komuś coś udowodnić? Może to tak jak z samochodami, wypasiona marka jest jak przedłużenie pewnej części ciała.
Spróbujcie pomyśleć o alternatywach. Może na przyszły rok zamówcie laserowy pokaz. Cenowo wyjdzie podobnie, a przynajmniej nie będzie tych huków i wybuchów.
Chcecie poczuć magię? Jeśli jesteście na dużej imprezie, niech każdy puści lampion (tak, wiem, one też mają swoje za uszami, ale to mniejsze zło). Wygląda to cudownie i będziecie mieli szansę na przeżycie sceny z Tangled.
A jeśli jesteście na domówce, to naprawdę, zimne ognie w łapce każdego gościa będą lepszym pomysłem.
Jak mówiłam, to sprawia ból mojemu sercu, bo kocham fajerwerki. Ale już nigdy (dopóki będą tak hałaśliwe) ich nie puszczę, czego zresztą nie robię od kilku, a może nawet kilkunastu lat.
Niech ta noc będzie świętem dla wszystkich.
Przypomnę Wam o tym za 364 dni.