10 powodów, dla których „Kochane Kłopoty” to złoto!

Opublikowane przez ebi w dniu

Już nie wytrzymuję, a jeszcze ponad dwa tygodnie musimy czekać! Netflix sprawił nam niesamowitą niespodziankę i wyprodukował kolejny sezon serialu Gilmore Girls. Jeśli dzisiaj zaczniecie i będziecie oglądać dziewięć odcinków dziennie, akurat zdążycie na powrót do Stars Hollow.
Jeszcze zastanawiacie się, czy warto?
Poniższa lista powinna rozwiać wszelkie wątpliwości.

1. Bo Rory…

to mól książkowy. Nie jest tajemnicą, że większość osób, które wchodzą na mojego youtubka lub tę stronę, lubi czytać. Nawet można zaryzykować stwierdzenie, że czytać kochają. Jednak niczym nie mogą się równać z Rory Gilmore. Czyta dla przyjemności, w poszukiwaniu wiedzy, w autobusie, knajpie, na zajęciach, w przerwie. Bez przerw. W swojej przemowie na zakończenie szkoły powiedziała, że żyje w dwóch światach i jednym z nich są książki. I nic dziwnego, że w internetach hula wyzwanie czytelnicze jej imienia. Dlatego chyba warto poznać serial, w którym główna bohaterka to Wasza pokrewna dusza?

2. Bo Lorelai…

jest szalona. Szesnastolatka rzuca wygodne życie w luksusach, by samotnie wychować dziecko i pracować jako sprzątaczka. Odwrócona historia Kopciuszka, gdzie księżniczka staje się mróweczką, ale i tak z happy endem. Lorelai jest niezdecydowaną gadułą z najlepszym metabolizmem na świecie. Serio, ja przy takiej ilości jedzenia i takim braku aktywności fizycznej miałabym z 300 kilo. #zazdro Ale jej najważniejszą rolą dla widza, jest to, że Lorelai pokazuje nam, jak powinna wyglądać relacja rodzica z dzieckiem. Są najlepszymi przyjaciółkami, kumplami, powierniczkami, towarzyszkami. To cenne i warto kilka lekcji od niej pobrać.

3. Bo Luke…

potrafi zrobić najpiękniejsze, bezinteresowne rzeczy. Zbudowanie chupy, lodowiska, zorganizowanie sekretnego przyjęcia na cześć córki, kupno (i przepłacenie) kosza piknikowego, przechowanie horoskopu przez tyle lat. Panowie, wielkich gestów uczcie się od Luke’a. Najpiękniejsze w nim jest to, że to facet, na którym można polegać. Będzie przy Tobie, pomoże bez pytania, rzuci wszystko, żeby przyjechać do szpitala, zadba o Twoje zdrowe odżywianie się. Wprawdzie chowa się za swoją skorupką i boi zdradzić swoje sekrety, ale gdy już się przedostanie przez barierę, którą tworzy, mamy faceta idealnego. Idealnego, choć z wadami. A może właśnie przez te wady jest tym idealnym?

4. Bo Dziadkowie

czasami tak irytowali, że aż chciało się na nich krzyknąć, ale i tak ich pokochaliśmy. Bardzo możliwe, że momenty, w których nas denerwowali, wynikały tylko z charakteru i oceny Lorelai. Bo przecież oni zawsze chcieli dobrze. Kochali swoją córkę, dbali o nią, przyzwyczaili się do pewnego standardu, a środowisko, w którym się obracali, miało wyznaczone wzorce zachowań i tylko nimi podążali. Tak byli wychowani, tak się nauczyli życia, ale w tym wszystkim, zawsze stawiali swoją miłość na pierwszym miejscu. Pitu pitu, niby przyjęcia i drogie gadżety, ale tak naprawdę, to nie było dla nich ważne. Dopóki mieli siebie, mieli wszystko. A to, że udało im się odzyskać córkę i wnuczkę, uczyniło ich najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.
Ciężko będzie patrzeć na te nowe odcinki, gdy będą bez Edwarda Herrmanna. Śmierć Richarda stanie się wtedy taka rzeczywista.

5. Bo Kirk…

jest uosobieniem absurdalnego, gilmorkowego humoru. Gdy pojawia się na ekranie, warto odłożyć wszelkie kubki z kawą czy herbatą, którą pijecie. W przeciwnym razie możecie wypluć je nosem. Kirk w prawie każdym odcinku ma inny zawód, w każdym odcinku śmieszy w innym wymiarze. Czasami są to głupiutkie, jednozdaniowe gagi, czasami intryga na czterdzieści minut. Potrafi jednym zdaniem nie tylko rozbawić, ale tym komediowym tonie przekazać jakąś prawdę o życiu. Nie mogę się doczekać tej kirkowatości w listopadzie.

6. Bo Jess…

to niegrzeczny chłopiec, który inspirował do rzeczy wielkich. Tak, wiem, wznowienie Kochanych Kłopotów to nie tylko odpowiedź na to, z kim będzie Rory, ale moje serducho głośno krzyczy #TeamJess! Siostrzeniec Luke’a jest jedną z moich ulubionych postaci tego serialu. Pojawia się buntownik, miesza w spokojnym życiu sielskiego miasteczka, sam będąc zagubionym. I z czasem obserwujemy, jak dorasta, jak dostaje od życia to, na co zasługuje. (szkoda, że obserwujemy to głównie poza ekranem, ale trudno) Był dla młodej panny Gilmore bratnią duszą, ale też nie pozwalał jej osiąść na laurach. Znał jej wartość i chciał, żeby zrealizowała wszystkie swoje marzenia, nawet jeśli realizacja tych marzeń wiązała się z tym, że musiał zniknąć z jej życia i dojrzeć osobno.

7. Bo Sookie…

zrobiła karierę. Zresztą, nie tylko ona. Lista nazwisko aktorów, którzy odnieśli międzynarodowy sukces, a zaczęli od Gilmorek, jest naprawdę długa. Taki Jared Padalecki pierw był Deanem, by potem zostać Samem Winchesterem. A Seth Cohen wcześniej był Dave’m Rygalskim. W epizodach też mieliśmy plejadę gwiazd, które w swoich następnych rolach zdobyły światową sławę. Pojawił się Jon Hamm (Don Draper z Mad Men), Tristana grał Chad Michael Murray, mignął Seth MacFarlane, Danny Pudy, a w ostatnim sezonie (choć nie wszyscy go uznają) w kilku odcinkach mogliśmy się spotkać z Krysten Ritter. Nie muszę też chyba przypominać, gdzie został zauważony Milo Ventimiglia?

8. Bo In Omnia Paratus…

nas prowokowało do życia chwilą. Logana można nie lubić, ale nie można zaprzeczyć, że chłopak ma styl. Czaruje swoim uśmiechem i podejściem do codzienności. Rozmachem swoich pomysłów i nowych zabaw szokuje, przynosi radość, czasami też problemy. Wydaje mi się, że ktoś taki jak każdemu z nas. Bo czyni z nas nieustraszonych. Dodał Rory odwagi, gdy tego potrzebowała. I trzeba przyznać, cudnie obserwowało się poczynania Life and Death Brigade. Nie kibicowałam tej parze, ale były momenty, że Logan mnie uwiódł i nie poznać jego postaci to cóż, wielka strata.

9. Bo Netflix…

znów nas tam zabierze. Moja ulubiona platforma streamingowa nie dość, że oferuje możliwość powtórki wszystkich sezonów, to jeszcze jest odpowiedzialna za ten długo wyczekiwany, choć niespodziewany powrót. A kampania reklamowa, jaką prowadzą, jest cudowna. Czy wiecie, że ostatnio (w szesnastą rocznicę emisji pierwszego odcinka Gilmore Girls) zamienili na terenie Stanów Zjednoczonych kilkaset kawiarni w słynną kafejkę Luke’a? Obowiązywał zakaz używania komórek, każda miała logo, a kelnerzy nosili flanelowe koszule i czapki z daszkiem. W niektórych pojawił się nawet kartonowy Luke, a w jednej nawet prawdziwy (Scott Patterson odwiedził lokal w Los Angeles i sam podawał kawę). Uroczy pomysł!
Co chwila ukazują się drobiazgi, które budują promocję tego serialu i to jest piękne. Przykładowo, teraz co tydzień twitterze organizują wirtualne spotkanie mieszkańców miasta i można było pogadać na sprawy nurtujące każdego z nas, będące w interesie kochanego Stars Hollow. (trudno się nie zakochać w osobie, która moderuje ich konto na tym portalu, bo robi to wspaniale!)
A trailer chyba wszystkich złapał za serducho.

10. Bo Stars Hollow

to miejsce, w którym można zamieszkać. Miasteczko pełne dziwactw, wymysłów Taylora i festiwali. Mieszkańcy, którzy potrafią się zjednoczyć, którzy lubią się ze sobą bawić. Mieszkańcy, którzy potrafią też nieźle sobie zaleźć za skórę. Obowiązkowe spotkania w stodole pani Patty, narady, które czasami mają coś wspólnego z demokracją (choć zwykle jest to demokracja pod szyldem Doose)
To miasteczko w jedną noc potrafi zorganizować przyjęcie pożegnalne na twoją cześć. To miasteczko, w którym sąsiedzi są okropnie wścibscy. Nie masz życia prywatnego, bo wszyscy o tobie wiedzą wszystko, a jeśli nie, to znaczy, że plotka ich jeszcze nie dobiegła. To miasteczko, które biegnie swoim tempem, znajdując czas na uhonorowanie (wymyślonej) historii. To miasteczko, które ma setki dziwacznych imprez, w stylu całodobowych konkursów tańca czy maratonów robienia na drutach.
To miasteczko, w którym z łatwością się zakochasz, nawet jeśli będziesz co chwilę na nie narzekać.

A jeśli chodzi o mnie, to idę teraz płakać w kącik, bo wczoraj dowiedziałam się, że wypadł mi pewien wyjazd, więc wrócę dopiero 25 listopada! To oznacza, że później się spotkam z Gilmorkami. Trudno, spędzę najwyżej całą noc na oglądaniu.

*powód 11: bo będziecie używać tego cudownego zdania od pierwszych chwil, gdy je usłyszycie! 

Kategorie: seriale