małżeństwo od książek o okropnych rzeczach

Świat jest paskudny. Świat jest groźny i niebezpieczny. Świat stawia każdego dnia przed nami takie wyzwania, którym nie wiadomo, jak podołać. Jak sobie radzić z czymś, co nas samych przerasta? A, co jest jeszcze większym problemem, jak przygotować dziecko do życia w takim świecie, do którego być może sami nie jesteśmy przygotowani? 
Odpowiedzią jest literatura. Dobra, na upartego, powinnam napisać: „jedną z odpowiedzi”. Ostatnio mam styczność z ogromem mądrych pozycji dla najmłodszych i uznałam, że powinnam się podzielić przynajmniej częścią z nich. Na pierwszy ogień wybrałam norweskie małżeństwo-  Gro Dahle i Sven Nyhus. Ona pisze, on rysuje, wspólnie wydają dzieła, które otwierają oczy. Na polskim rynku, nakładem wydawnictwa EneDueRabe, pojawiły się ich trzy tytuły. 

  • Włosy Mamy – Mama Emmy jest najlepsza na świecie, najszczęśliwsza, najwspanialsza, naj… Epitetów można by mnożyć, dla córki jest bohaterką, ale dziewczynka zauważa też, że Mama czasami jest tak smutna, że aż nie potrafi wstać z łóżka, żeby się nią zająć. W tej metaforycznej opowieści, w której poplątane włosy oznaczają depresję ukochanej osoby, widzimy dziecko, które musi zmierzyć się z chorobą rodzica. Musi, bo kocha, bo ma nadzieję, bo wierzy, że da radę rozczesać wszystkie mamine włosy, żeby ta już nigdy nie była smutna.
    Do tej pory nie spotkałam się z pozycją dla dzieci, która tak mądrze wyjaśnia, czym są choroby psychiczne. Ba, prawdę mówiąc, nie spotkałam się z taką pozycją i dla dorosłych. W czasach, w których wydaje się, że co druga osoba cierpi na choroby tego typu, warto chyba poświęcić trochę uwagi, żeby je zrozumieć. Dlaczego nie zacząć od najmłodszych lat? 
 
„Jest piękny dzień bez supłów i węzłów. 
Piękny dzień z obłoczkami na niebie”
  • Grzeczna była pierwszą z tych trzech książek, które przeczytałam. Przeczytałam, zamknęłam książkę, a później przez trzy dni zastanawiałam się, o co w niej chodziło. Właściwie chyba nadal się czasami zastanawiam.*
    Opowiada historię dziewczynki, która jest zgodnie z tytułem grzeczna. Najgrzeczniejsza. Wykonuje pilnie wszystkie polecenia. Nie odzywa się nieproszona. Jest idealna, jest tak grzeczna, że pewnego dnia znika. Po prostu. Dopiero to zniknięcie sprawia, że dziewczynka zaczyna się zmieniać.
    Mam wrażenie, że lekcja o tym, żeby nie być dzieckiem idealnym/perfekcyjną panią domu/ mężem roku i tak dalej, przydałaby się współczesnemu człowiekowi. Panuje jakieś takie wszędobylskie przekonanie, żeby wszystko było perfekcyjne. W pracy, w domu, idealny makijaż, równiutko zastrugane kredki. Pytam się, po co? Żeby nabawić się wrzodów żołądka? Żeby pewnego dnia zniknąć z powodu tej idealności? Bądźmy sobą. Zwyczajnie. Bez zbędnej spiny. Żeby być szczęśliwymi. Mamy jedno życie i szkoda by było je zmarnować, prawda?

    A wyżej zamieszczona * chciała tylko powiedzieć swoje zdanie i zwrócić uwagę na to, że pewna bliska mi osoba interpretuje „Grzeczną” jako książkę o pedofilii. Bardzo ciekawa jestem Waszego zdania na ten temat

„Widzisz, że się uśmiecha? 
Tak, uśmiecha się. 
Nic innego nie potrafi. 
Bo Lusia jest więźniem uśmiechu.”
  • Zły Pan– zostawiłam najcięższe na koniec. Spotkałam się z opiniami, że mimo doceniania wagi problemu przedstawionego w tej książce, nigdy w życiu nie pokaże się jej dziecku. Owym problemem jest przemoc domowa. Autorzy w bardzo sugestywny sposób pokazują dobrego, kochającego ojca, w którego czasami wkracza tytułowy „zły pan” i czyni z życia swojego syna i żony piekło. Sytuację obserwujemy z perspektywy małego chłopczyka, który widząc, co się dzieje, zastanawia się, jak może pomóc, co może zrobić i ma świadomość tego, że nie mogą z mamą odejść od tej toksycznej sytuacji, bo ojciec ich potrzebuje, a oni potrzebują jego. W końcu jednak chłopiec reaguje…
    Patrząc na niektóre polskie domostwa, wydaje mi się, że to powinna być lektura obowiązkowa. Dla wszystkich. Mimo że przeraża. A może właśnie dlatego? 
„Potem Boj czuje mrowienie w rękach, a palce wypełniają się słowami. 
Kłują go koniuszki palców, bo chcą opowiadać.
 Litery łaskoczą go pod skórą. 
Pisać, pisać!” 

Być może moich stałych czytelników zaskoczy początek tej notki albo nawet cała. Nie, długa przerwa od pisania nie zmieniła mnie. Wciąż jestem optymistką wierzącą w szczęśliwe zakończenia. To jednak nie upoważnia mnie do ignorowania świata, jakim jest. Wręcz przeciwnie, muszę go obserwować, żeby móc go zmieniać. Hm, skreślam to o braku zmiany. Zmieniłam się. Dojrzałam. 

Ilustracje: lubimyczytac.pl

Dodaj komentarz