niecne uczynki Matta Hidalfa

Mój fotograf ma talent do wygrywania przeróżnych konkursów i pewnego dnia Newsweek obdarował go taką książką (która później dziwnym, aczkolwiek miłym zbiegiem okoliczności wylądowała pod choinką dla mnie). Oceniłam wizualnie i uznałam, że ok, mogę to przeczytać* i to zrobiłam, a co o lekturze myślę, to w dalszej części notki, dlatego zapraszam.

Gdyby zastanowić się nad podobieństwami tej pozycji do tak znanej i uwielbianej przeze mnie serii, można by stworzyć całą listę. 

  1. Jedenastoletni chłopiec, który odstaje od rodziny i wprawdzie nie mieszka w komórce pod schodami, ale na wieży, gdzie zajmuje się głównie odbębnianiem szlabanów i wymyślaniem kolejnych występków
  2. Szkoła magii, w której nie lata się na miotłach, a na łóżkach
  3. Zielony atrament w liście, który oznajmił, że został przyjęty do szkoły
  4. Szata, której zadaniem jest podkreślenie rozpoznawalności ucznia
  5. Prorok Królewski zamiast Proroka Codziennego
  6. Psoty i sprawianie problemów
  7. Pogadanka w gabinecie dyrektorki w epilogu
I tak dalej. Punktów można by mnożyć, chociażby przywołując Krzywołapa do kota wroga przyjaciela Hidalfa. Zostańmy przy siedmiu punktach, bo to liczba znacząca. Jaki jest ten Matt? Warto zawracać sobie nim głowę?

 

Niestety, miałam cały czas wrażenie, że jestem za stara na taką bajeczkę. To nie jest tak, że nie lubię takich książek (zaczytuję się teraz w Percy’m Jacksonie, a wiek bohaterów to przecież tylko rok różnicy). Styl pisania jest tu jednak skierowany do młodszych czytelników, przynajmniej takie miałam odczucia. Podejrzewam jednak, że chętnie podsunę to kiedyś swoim dzieciakom, a dlaczego?
Głównie dlatego, że tytułowy bohater jest w pewnym sensie wyjątkowy. Wyobraźcie sobie chłopca, który jest połączeniem Draco Malfoy’a i braci Weasley, skoro już zostajemy przy potterowym porównaniu. Jest w nim coś łobuzerskiego, ale nieszkodliwego. Pragnienie sławy, uznania. Udowodnienie wszystkim, że się jest lepszym od innych, kombinując nieraz jak koń pod górę. Jest zły, egoistyczny, chce rozrabiać. Gdybym miała te dziesięć-dwanaście lat, byłabym w nim totalnie zakochana. To nie jest wzór dla dzieciaków i pewnie za to dzieciaki go pokochają.
Jest przygoda, jest intryga, jest bohater, który jest niezastąpiony w swojej historii. Inspiracja twórczością Rowling wydaje mi się tutaj być zarówno wadą, jak i zaletą, bo naraża na nieustanne porównania. Nie wiem, czy w tych porównaniach można powiedzieć „godny następca”. Przeczytam po prostu następne części, by móc na to odpowiedzieć

* Przeczytałam w ramach wyzwania czytelniczego na 2015.

Dodaj komentarz