niezgodne myśli na czwartek

Jeszcze nie ochłonęłam po emocjach związanych z finałem „Wiernej”, ale postanowiłam coś tutaj  napisać.
Dlaczego sięgnęłam po ten cykl? Po „Gwiazd naszych wina” i „Cudowne tu i teraz”, chciałam zobaczyć jeszcze coś z główną aktorką. Research wskazał na Divergent, gdyż towarzyszą jej koledzy z planu z poprzednich filmów. Musiałam więc przeczytać najpierw książkę, bo staram się unikać sytuacji w przeciwnym kierunku (najpierw film, potem książka) 
W szybkim czasie po podjęciu decyzji Niezgodna, Zbuntowana i Wierna trafiły w moje rączki. (tu pokłony należą się naszej bibliotece miejskiej) Niezgodną i Wierną przeczytałam w ekspresowym tempie, środkowy tom trochę więcej czasu mi zajął (niepotrzebnie chwaliłam się we vlogu, że to czytam, bo później wyjątkowo terminarz nie pozwalał mi na chwile z lekturą)
Za bardzo wpadam w anegdotki! Przejdźmy do rzeczy.  Może podzielimy „streszczenia” na trzy części, by później „ocenić”  całość. Możecie przeskoczyć od razu na koniec, jeśli nie chcecie spoilerów. Tak, będą spoilery! Chyba…
1. Niezgodna – mamy otoczone wysokim murem miasto, w którym społeczeństwo podzielone jest na 5 grup społecznych-frakcji, według swoich cech charakteru. Po 16 urodzinach można wybrać, czy chce się pozostać  we frakcji, w której się urodziłeś, czy  przenieść się, jeśli test wykazał, że jednak, że Twój charakter umiejscawia cię w innej frakcji. Jeżeli pasujesz do kilku, masz problem. Pewnie cię kropną.
Ten problem dotyczy właśnie głównej bohaterki. Wybiera najniebezpieczniejszą (w teorii) frakcję i tam rozpoczyna nowe życie. Jest przyjaźń, jest miłość, są trupy i ataki ze strony zazdrosnych kolegów, ale najgorsze są ataki, za które odpowiadają ludzie u szczytu władzy.
Rozlew krwi, że łohohoho, a prawie wszystko leży w rękach Tris. 
2. Zbuntowana –  Po wydarzeniach kończących pierwszy tom nic już nie jest takie samo. (połowa miasta jest martwa, a druga połowa podzielona na tych, którzy nadal chcą uśmiercać niedobitki i na tych, którzy sprzeciwiają się sytuacji. ) W chwilach desperacji zgłaszamy się do osób, których byśmy się nie spodziewali o pomoc poprosić.(oh wow, bo myśleliśmy, że nie żyją)*
Ciemiężeni bezfrakcyjni w końcu się buntują i przejmują władzę w mieście. 
3. Wierna – część bohaterów buntuje się przeciwko nowemu porządkowi, dlatego chcąc temu przeciwdziałać, wysyła swój „oddział” za mur, zgodnie z tym, co według nich, uważali założyciele miasta. Ekscytowałam się, jak mały dzieciak, gdy dojeżdżali, zadawałam sobie pytania, co tam jest, co ich czeka. Informacja z ostatniej strony okładki mówi o niebezpieczeństwach- jakie to niebezpieczeństwa?
Gdy już trafili, gdzie mieli trafić, emocje opadły.
W należącym do rządu ośrodku dowiedzieli się, że ich miasto jest jednym z eksperymentów genetycznych, są ciągle monitorowani i tak naprawdę wszystko to, w co wierzyli, to wymysły kilku gostków z laboratorium parę pokoleń wstecz. Auć. To musiało boleć. W związku z tym bólem, bohaterowie podejmują różne, czasami niepotrzebne działania. 
A teraz ocena… Jeśli spodziewacie się czegoś w skali 1 do 5, to od razu możecie wyłączyć tego bloga. Nigdy nie potrafiłam tak oceniać (byłabym okropną nauczycielką)  Nie potrafię też ocenić języka i stylu. Wiem, to okropne, jak na człowieka, któremu gdzieś się tli marzenie o byciu pisarzem- jeśli się ono kiedyś spełni, już boję się recenzji na portalach, bo mój język pewnie też jest prosty i ma wiele błędów.  Czytało się szybko, czytało się dobrze, wczuwałam się w historię bohaterów- a tego wymagam od książki. 
A fabuła? Sam pomysł w porządku (Jeden z moich czytelników niemal bez przerwy porównuje to do Igrzysk Śmierci, ale najwidoczniej nie czytał Rywalek Kiery Cass) Nie zdziwiłabym się, jeśli świat będzie tak wyglądał. Sporo plot twistów- od takich, gdzie chciałam rzucić książką ( Caleb!!!) po pozytywne (chyba) zaskoczenia (Peter; zarówno w siedzibie Erudycji, jak i na końcu- muszę się jeszcze zastanowić, czy ta jego ostatnia decyzja była aktem odwagi czy tchórzostwa) 
Kilka scen pewnie zostanie na dłużej w pamięci- mam słabość do mężczyzn, którzy pilnują swoich kobiet, gdy te mają koszmary, a co do finałowej sceny pogrzebu, to chyba sama chciałabym taki mieć. Ulubiony bohater? Chyba Cara i Cristina. Mądre, zdolne, odważne, nieco pyskate, ale o otwartych głowach i sercach. Ja bym nie potrafiła, nawet zważywszy na okoliczności, wybaczyć tego, co główna bohaterka zrobiła osobie, którą najbardziej kochały. Podziwiam je za to, że nie przestały walczyć. 
Niedawno ukazał się prequel do trylogii, przedstawiający historię Tobiasa. Czy go przeczytam? Na razie odpowiadam, że nie, bo moje serduszko wciąż krwawi, a nie potrafiłabym chyba czytać tego, znając zakończenie.  Ale trylogię, polecam. Jak już porównujemy do Igrzysk, to ta mi się o wiele bardziej podobała. Igrzyska miały za słodki finał na łączce z dziećmi; tu mamy refleksję, że życie jest do dupy, ale czasami są chwile, które takie nie są i dla nich warto żyć. Myślę, że to cenna lekcja. 
*Nie podobało mi się to, że kilka razy pojawił się wątek „zmartwychwstania”.

PS. A za tydzień spodziewajcie się zachwytów (lub nie) nad Wnuczką do orzechów

11 Replies to “niezgodne myśli na czwartek”

  1. Ostatni tom wciąż przede mną, więc przeczytałam tylko pierwsze pół Twojej notki, żeby sobie nie spoilerować. Dobrze, że nie tylko ja lubię czasem sięgnąć po literaturę młodzieżową :). "Igrzyska śmierci" bardzo mnie wciągnęły, zresztą czytając można sobie wyobrażać innego Peetę, niż ten filmowy :-p. Ebi, a czytalaś "Delirium" i kontynuacje? Moim zdaniem to ma podobny klimat do "Niezgodnej", nie "Igrzyska".

  2. Mam to na "stosiku", ale chwilowo oddałam innej osobie. Teraz czytam Rywalki (też trylogia)- jestem po pierwszej części właśnie- na pewno będzie wpis xD
    A co do Niezgodnej/Igrzysk, to T. ciągle porównuje, choć Niezgodnej nie czytał. A ja wyszłam z punktu "Stany Zjednoczone, przyszłość, główna bohaterka, buntująca się, narracja pierwszoosobowa", dlatego też porównanie takie poszło.

    Peeta <3

  3. Ajjj a ja widziałam tylko film, który na dodatek średnio mi się podobał. Niektóre wątki ciągły się straszliwie, a sam stworzony świat wydawał się bardzo nielogiczny i niespójny. Aktorsko to górowała Ashley Judd <3 i Kate Winslet <3. Za to Theo James to aktorskie drewno, aż żal było na chłopaka patrzeć. Jakoś nie odczułam wyjątkowej potrzeby przeczytania książki, a może szkoda.
    Też jestem zdania, że powinno się najpierw przeczytać książkę ale czasami impuls zaprowadzi mnie do kina i nawet nie mam pojęcia, że to adaptacja czy ekranizacja jakiejś powieści. Tak było w przypadku Igrzysk Śmierci. Z tym, że tutaj zakochałam się w filmie, bohaterach i całej historii. Od razu rzuciłam się na książki, które przeczytałam w weekend. Niezgodna wydaje się w tej kategorii troszkę odgrzewanym kotletem ale być może ze względu na fakt, że widziałam tylko średni film to się mylę :).

  4. Co do "Igrzysk śmierci",miałam tak samo – najpierw film, potem książki, które niezmiernie mnie wciągnęły.
    A Theo to faktycznie aktor niespecjalny, ale co do wyglądu nie można się przyczepić 😀 i tu ma przewagę nad chłopięcym Peetą, zresztą mam słabość do takich "ciemnych" facetów (wiem, Ewa, że obliżam Ci poziom bloga takimi komentarzami :-p).

  5. A ja właśnie kocham Peetę <3. Dla mnie jest idealny, taki ciepły, chłopięcy i uroczy. Ideał faceta. Aż bym go chciała przytulić do piersi :). "Ciemne typy" nie są dla mnie ale faktycznie, Theo jest bardzo przystojny. Tylko średnio mi współgrał z dobrą aktorsko Woodley. No ale wygląd może wiele czasami wybaczyć 🙂

    Ja bym tam zaraz nie uważała, że takie komentarze mogą obniżyć poziom bloga Ewy. Ona ma dużo gorsze myśli 😛

  6. Hehe :D. Z tej strony jej nie znam, na zajęciach udawała grzeczną ;).

  7. Oj to tylko pozory, uwierz 😀
    Zaraz przyjdzie i na mnie nakrzyczy, że głoszę prawdy na jej blogu 🙂

  8. Pffff <3 Team Peeta <3
    U mnie z Igrzyskami było tak, że przeczytałam dwie pierwsze części, a do trzeciej mnie jakoś nie ciągnęło (przeczytałam wstęp), potem uznałam, że wypada zobaczyć filmy i one sprawiły serduszkowanie i z przyjemnością wróciłam do ostatniej części. Więc w sumie można powiedzieć, że miałam tak jak Wy.
    Niezgodną zobaczę dopiero, jak będzie na HBO ;D

    A co do wyglądu, to też wolę "ciemne typy", tylko żeby miały charakter właśnie taki peetowy. Idealny zestaw ;D

    I hejterze, nie siej o mnie plotek, proszę ładnie. Ja jestem bardzo grzeczna 😎

  9. Okej, z tym się zgadzam, takie zestawienie byłoby idealne :D.

  10. No nie plotki moja droga, to czysta prawda 😛 Ej już cię ponad 8 lat znam, wiem co mówię 😀

    Wracając do interesującego tematu ciemnych typów to zawsze mi się wydawali sztuczni i tacy na siłę męscy…bleh 😛

  11. Dopiero zauważyłam komentarz, więc piszę z opóźnieniem ;).
    Może niejasno się wyraziłam, jako "ciemni" chodziło mi o ciemną karnację, kolor włosów itp. Też nie lubię filmowych macho, wyrosło się już z tych nastoletnich fantazji, człowiek ma więcej rozumu i docenia to, co jest faktyczną wartością prawdziwego faceta :).
    Peeta w książce był super gościem, jednym z największych atutów opowieści, tylko aktor nie przypadł mi do gustu.
    A Theo w "Niezgodnej" strasznie sztywny typ, nie wytrzymałabym z takim.

Dodaj komentarz