Mimo przeciwności losu (zaspanie na busa, pomyłka w godzinach seansu, rodzinnych wycieczkach i tak dalej) udało mi się w weekend zobaczyć film, na który czekałam od dawna. Uznałam, że powinnam z okazji poniedziałkowej serii (ze spóźnieniem, bo za długo śpiewałam) napisać coś o tym, dlaczego Pitch Perfect 1 jest takim fajniutkim filmem. A tu „klops”, bo gdy robiłam research do notki, przypomniałam sobie, że już o tym pisałam dla Patrz, jaki film. Dlatego dzisiaj otrzymujecie wpis, w którym dostaniecie dziesięć powodów, dla których powinniście nadrobić znajomość z pierwszą częścią i pójść do kina na drugą. Bo- nie ukrywam- warto!

1. Thank you for the music 
Jeśli w niedzielę w godzinach wieczornych przejeżdżaliście przez Kraków i widzieliście dziewczynę w czerwonej kurtce, która śpiewa i tańczy na ulicy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że byłam to ja. Zarówno pierwsza część, jak i druga, wprawiły mnie w idealny, muzyczny nastrój. Czułam się jak bohaterka musicalu i tak też się zachowywałam. Bo muzyka w tych filmach? Wpada w ucho, chce się ją nucić, chce się wyrażać przez nią emocje. Znajdziecie tu utwory Miley Cyrus, Ke$hy, Journey, Simple Minds i wiele, wiele innych piosenek, które się zna. Jeśli alergicznie reagujecie na popularne kawałki, możecie dostać wysypki w trakcie seansu. Ja jednak jestem zachwycona każdym wykonaniem w obu częściach (choć przyznaję, nie znałam wszystkich piosenek w #2, ale nie przeszkodziło mi to się nimi cieszyć )

2. My favorite things 
Lubię się śmiać. Cenię poczucie humoru. Przy Pitch Perfect śmieję się od pierwszej minuty do końca (Bumper na przesłuchaniu do The Voice! <3 ) Niektóre żarty są okropne, z gatunku „przewrócił się na skórce od banana”, a inne z kolei wymagają ruszenia główką. Dodatkowo to mnóstwo żartów często zamkniętych w jednym zdaniu i autoironii. Połączenie tego wszystkiego sprawia, że film jest po prostu śmieszny. A czego więcej chcieć od komedii?
A wiecie, że podobno niektóre sceny z Amy były totalnie improwizowane i zawdzięczamy je talentowi komediowemu Rebel Wilson?

3. The First Time Ever I Saw Your Face
Jeśli czytaliście wspomniany wyżej artykuł, wiecie, że cieszyłam się tam, że znałam twarze, które przewinęły się w pierwszej części filmu- oglądałam Modern Family, więc spotkanie z Andy’m było radością czy znam doskonale postać Effie Trinket. Wydaje mi się, że to zostało dostrzeżone i dlatego druga część obfituje w interesujące postacie, które pojawiają się na ekranie. Kaman, zaczęli z wysokiej półki, bo wykorzystali materiał z Obamą, a potem pojawiały się znane osoby, Jimmy Kimmel, „Peggy Bundy”, Adam Levine i spółka,  Pentatonix (to dość znana youtuberska aca-grupa ) czy zawodnicy  footballu amerykańskiego, o których pewnie nie wiedzieliście, że pasjonują się śpiewem 😉 Do wyboru, do koloru. Oczywiście, dla mnie Snoop Dogg wygrał wszystko- czekam na taką płytę!
Jeśli jesteście ciekawi innych twarzyczek, BuzzFeed przygotował  specjalny ranking cameo w Pitch Perfect 2.

4. Wonderwall
Rzadko zdarza się sytuacja, kiedy druga część filmu dorównuje pierwszej. A tu tak jest. Wiadomo, że pierwsza część powiała świeżością- ukazała się w momencie, kiedy jeszcze lubiliśmy Glee, ale ono już się tak zepsuło, że za nim tęskniliśmy, więc potrzebowaliśmy czegoś podobnego. Była energia. Sequel? Tak naprawdę fabularnie to kalka pierwszej części, a i tak ogląda się z zapartym tchem. Zresztą, zauważyliście, że pisząc ten tekst, używam głównie liczby pojedynczej, a odnoszę się do obu filmów. Wybaczcie! Kiedy chodzi o konkretną część, zaznaczyłam to, ale w gruncie rzeczy, można traktować te filmy jako całość. I to duży komplement.

5.  All That Jazz
Kolejny powód jest banalny. Sukces kasowy, viralowy, popkulturowy i tak dalej, jaki odniosła ta produkcja sprawia, że nieco łyso jest tego nie znać. Bo wydaje mi się, że prędzej czy później będziecie na imprezie, gdzie padnie wspomnienie tego tytułu. Wiem, co mówię, bo jestem okropnym człowiekiem, który boi się „Gry o Tron”, dlatego nie oglądam i czasami czuję się nieco niezręcznie, gdy znajomi rozmawiają, a ja- gaduła lvl max- nie mogę wtrącić swojego zdania. Poza tym, warto chyba z czystej ciekawości. Żeby przekonać się, co tak naprawdę ludzie widzą w zwykłym „filmie dla dzieciaków”.

6. Don’t stop believin’
Pitch Perfect uwielbiam, bo mnie inspiruje. To jeden z tych filmów, który nie tylko poprawia humor, ale tchnie w człowieka takiego ducha. Przynajmniej na mnie tak działa. Nie dość, że mam energię do śpiewania i tańczenia, to dostaję też ogromną dawkę wiary w siebie i swoje marzenia. Nosi mnie tak, że nawet-prawie-udało-mi-się posprzątać pokój (dobra, odgruzowałam biurko, ale to i tak dużo). Zmusiłam się do tego, żeby zwerbalizować swoje marzenia. Być może pomógł w tym konkurs na lubimyczytac.pl.  Ale to nieważne. Ważne, że wiem, czego chcę i zamiast marudzić „kiedyś na pewno”, działam. Bo siłę do tego dała mi głupia komedyjka.

7. My life would suck without you 
Wczoraj o poranku podrzuciłam Wam link do wpisu zwierza popkulturalnego, który zwrócił uwagę na fajną rzecz. Oglądanie tego filmu z kimś, z kim jesteśmy kompatybilni. Czy to filmowo, czy to osobiście. Razem jest lepiej. To taki film, gdzie człowiek ma ochotę tańczyć w trakcie seansu, piszczeć, jak widzi scenę z Breakfast Club czy być pod wrażeniem, że zaznaczyli naszą kochaną Polskę na mapie Europy, choć wcale nie musieli. To przyjemność móc dzielić ten film z kimś innym. Może dlatego, że właśnie to jest wielkim przesłaniem filmu? Współbrzmienie. Jeśli z kimś współbrzmisz, zobaczcie razem ten film.

8. Cups (When I’m Gone)
Youtube jest zasypany tymi coverami. Od przykładów wybitnych (obejrzyjcie sobie filmik poniżej) po bardziej amatorskie. Wystarczy wpisać słowo „Cups” lub „The Cup Song” i macie żywy dowód, jak popularne jest to wykonanie. Zaczęło się od zwykłej sceny w filmie, a urosło do rangi fenomenu, bo tak trzeba to nazwać. A wiedzieliście, że ta piosenka powstała już w latach 30stych poprzedniego wieku? Oczywiście, brzmiała nieco inaczej niż jej forma, jaką znamy teraz, ale to i tak ciekawe, jak niektóre utwory mogą żyć na nowo. Zresztą, ktoś już prześledził losy tej piosenki, dlatego podsyłam Wam artykuł, żebyście mogli posłuchać innych wersji.
PS. Jeśli ten wpis otrzyma ponad 26 lajków na fejsie, nagram własną wersję 😎 Chcecie podjąć to ryzyko? 😉
9. Run the World (Girls)
To bardzo babski film, podczas którego moje feministyczne serduszko biło mocno. Pokazuje, jakie jesteśmy silne, cudowne i jak wspaniale być sobą. Idealnie to wybrzmiało w finale drugiej części, która, nie wiem, czy wiecie, ale już jest na podium najbardziej dochodowych filmów, które zostały wyreżyserowane przez kobietę- niesamowitą Elizabeth Banks. To film o dziewczynach, tworzony przez dziewczyny, dla dziewczyn. ( Co wcale nie znaczy, że faceci będą się źle bawić- spytajcie fotografa. ) 

10. Love is easy 
Ostatni punkt tej listy jest pewnie najważniejszym. Wiecie, skąd znam Brittany Snow? Tak, zagrała kiedyś w filmie z główną aktorką mojego ciepełkowego serialu i od tamtej pory się przyjaźnią, więc nic dziwnego, że docierały do mnie informacje, czym zajmuje się aktorka. A jest czym się chwalić. Brittany jest ambasadorką rewelacyjnej według mnie kampanii społecznej love is louder. W wielkim skrócie, chodzi o to, że jeżeli się z czymś zmagasz, jeśli nie dajesz rady, pamiętaj, że nie jesteś sam. Miłość jest głośniejsza niż całe zło tego świata.

Poczytajcie więcej na loveislouder.com

PS. Tytuły tych punktów to lista całkiem fajnych piosenek- posłuchajcie, jeśli nie znacie. Być może tekst nie pasuje idealnie do opisu powodu, dla którego musicie zobaczyć ten film, ale cóż, trudno ;D