#PRIDE 🏳️‍🌈

Zdałam sobie sprawę, że dwa dni temu skończyła się akcja mojej książki. To było ciekawe doświadczenie, niektóre rzeczy udało się przewidzieć, inne totalnie przestrzeliłam. Uświadomienie sobie tego, że się to skończyło, sprawiło, że do głowy przyszły mi kolejne myśli. Pierwsza to taka, że poczułam ochotę, by powtórzyć przygodę; jeszcze nie teraz, spokojnie, ale tak, chcę coś znów napisać. Druga to taka, że Kaja byłaby teraz w Warszawie.

Sama nigdy nie byłam na Paradzie. Ba, przez wiele lat wydawały mi się one zbędne i podchodziłam do nich bardzo sceptycznie. Mimo bycia całkowitym sojusznikiem LGBT+, nie potrafiłam zrozumieć, po co właściwie maszerować, jak to nic nie zmieni.

Przeraża mnie homofobia. Przeraża mnie, że bliskie mi osoby mogą zostać skrzywdzone tylko przez to, że kochają lub kim się czują. Przeraża mnie to, że wielu woli, żeby dzieci cierpiały w domach dziecka zamiast mieć szczęśliwą rodzinę stworzoną przez jednopłciową parę.

Ale gdy widzę zdjęcia z Parady, przestaję się bać. Mówią, że zielony to kolor nadziei. Dla mnie nadzieja jest tęczowa.

🏳️‍🌈

Gdy zaczęłam pisać moją książkę, wiedziałam, że musi się tam pojawić fragment o mniejszości seksualnej. Chciałam przedstawić coś ładnego, subtelnego, uroczego i tak powstała piękna historia miłosna, którą aż żal było oglądać na drugim planie, bo zasługiwała na pierwszy. W zniecierpliwieniu czekałam na opinie po lekturze osób, które mogły się utożsamiać z moimi bohaterkami. Odetchnęłam dopiero, kiedy usłyszałam „Dziękuję ci za ten wątek”. To było cudowne. Nie sądzę, że zacznę chodzić na parady. Ale będę pisać. Bo wierzę, że będzie lepiej.

Wiele osób pytało mnie o sequel Trzydziestu kopert, on raczej nie powstanie. Wiem jednak, że Kaja, Miśka, Hania i Robert dumnie spacerowali dzisiaj ulicami Warszawy. I dziękuję wszystkim, którym mogli tam towarzyszyć.

PS. Za tydzień maszeruje Olsztyn, a później wiele innych miast w Polsce i na świecie. Czerwiec to miesiąc miłości! 🏳️‍🌈

Okładka wpisu: Luis Quintero / Pexels