Secret Santa u zwierza

Na pewno słyszeliście o zwierzu popkulturalnym. To ktoś więcej niż blogerka. Sama odkryłam ją kilka lat temu, kiedy napisała słynny artykuł o szalikach i od tamtej pory jest jedną z osób, których nie znam, a mimo to, sprawiają, że moje życie jest lepsze. I jednym z takich elementów upiększających życie jest organizowany przez nią Secret Santa.

Pierwszy raz się w to bawiłam i zakochałam się już od samego początku. Grupka ludzi zgłasza się w specjalnej tabelce, wpisuje tam swoje upodobania, a później wielkie losowanie i każda z tych osób musi zrobić coś własnoręcznie dla innej. Zabawa jest naprawdę cudowna; nie dość, że stwarza człowiekowi możliwość artystycznego wyżycia się, to w dodatku robimy to, żeby sprawić drugiej osobie przyjemność. 
Nie załapałam się na notkę podsumowującą, więc postanowiłam sama się pochwalić, co zrobiłam. Urocza osóbka obdarowana przeze mnie wyraziła na to zgodę, dlatego cieszcie się razem z nami!

Pewnego dnia (okej, był to wieczór, w którym zapowiedziano, że wszystkie osoby zostaną rozlosowane, więc odświeżałam maila co dwie minuty) o północy dostałam wiadomość, że mam przygotować coś związanego z Avengersami, Tomem Hiddlestonem, Loki’m, Iron Manem, Robertem Downey Jr, Harry’m Potterem, Sherlockiem BBC, Top Gear, Queen, Dumą i uprzedzeniem (zwłaszcza panem Darcy), herbatą i reprezentacją Polski w siatkówce mężczyzn 😀
Chciałam, żeby powstało coś niezapomnianego, dlatego połączyłam wszystko w jedno i stworzyłam grę planszową, w której Loki porywa polskich siatkarzy, ukrywa ich w Hogwarcie i żeby powstrzymać go przed wywołaniem Dnia Sądu, Sherlock, Pan Darcy czy RDJ muszą wyruszyć na poszukiwania dzielnych zawodników polskiej drużyny. Zresztą. Najlepiej będzie jeśli zobaczycie sami: 

Na początku stworzyłam z pomocą niezawodnej canva.com planszę. 
Ładnie wydrukowane i laminowane. 
Później instrukcję, w której opisałam np. zasady gry i postacie, które biorą w niej udział. 
To kilka stron pozwalających wczuć się w klimacik. 
Tak wyglądała przykładowa karta postaci 
(oczywiście, laminowane, w parze z pasującym kolorystycznie pionkiem):
Najwięcej wysiłku zajęły karty, które trzeba było zbierać, gdy stanęło się na jedno z herbacianych pól. Nie dość, że musiałam stworzyć niemal niepowtarzalne formułki w stylu „skocz trzy pola do przodu” czy „tracisz kolejkę”, to musiałam dopilnować, żeby wszystkie miały coś związanego z ulubionymi fandomami M. 
Oto przykładowa herbaciana karta- tak, wszystkie zostały opieczętowane: 

<

I na koniec pokazuję Wam, jak się prezentuje całość. Powiem szczerze, że jestem z siebie dumna, zwłaszcza, że obdarowana M. stwierdziła, że to najlepszy prezent, jaki w życiu dostała- nie mogłam usłyszeć lepszej recenzji. 

Na swój prezent jeszcze czekam, dostałam już wiadomość od elfów, że się do mnie zbliża. Prawdopodobnie też się nim tutaj pochwalę.
Podsumowując Secret Santa, stwierdzić muszę, że to świetna zabawa; zawsze lubiłam klasowe mikołajki, choć był problem, co kupić drugiej osobie (bo przecież własnoręcznie wykonany prezent raczej w szkole nie byłby doceniony…). Tutaj ograniczała mnie tylko moja wyobraźnia, bo wytyczne dostałam wcześniej, więc mogłam tworzyć. Zresztą nie tylko ja! Jak obserwuję cudeńka, które stworzyli pozostali, to aż zazdroszczę talentu i kreatywności.  Wspaniały pomysł, niesamowici ludzie i radocha, która przy tym wszystkim towarzyszyła, sprawia, że w przyszłym roku też będę chciała wziąć udział.
Bo jest w tym mnóstwo magiczności.
I to cudowne, że tacy ludzie jak zwierz istnieją.
Dziękuję Ci za to bardzo, bardzo, bardzo. Hmmm. Chociaż właściwie, tu powinnam podziękować raczej zwierzowym rodzicom. ;D
Dobra, niech będzie, że dziękuję wszystkim związanym pośrednio lub bezpośrednio z wesołą inicjatywą Secret Santa. Jesteście fantastyczni!