w obronie Frozen

Trzeba było być ślepym i głuchym, żeby ominął Was szum związany z jedną ostatnich bajek Disneya, nazwaną w polskim tłumaczeniu Krainą Lodu. I dawno chyba bajka nie wzbudziła tylu skrajnych emocji. Są grupy zachwycone, są takie, które krytykują film od pierwszej sekundy. Ja należę do tej pierwszej grupy, należałam zresztą już po części wtedy, kiedy dowiedziałam się, kto dubbinguje głównych bohaterów, bo z całego serca kocham Kristen Bell (tak, o Veronice Mars też tu będzie) i Idinę Menzel.

Będą spoilery. Na początek, kilka słów, o czym jest ta bajuchna. Mamy dwie siostry. Jedna (Elsa) odkrywa w nsobie magiczną moc, tworzenia śniegu, lodu, mrozu i tak dalej. Na początku służy to do zabawy, ulepienia dziś bałwana, ale wypadek przy pracy sprawia, że odkrywają, że jest to też niebezpieczne. Zamykają więc starszą siostrę, zresztą, ona też chce pozostawać w ukryciu, co by nikogo nie skrzywdzić. Druga siostra, Anna, to taka ciapka, nieco naiwna, z wielkim serduchem. Marzy o wielkiej miłości i splot szczęśliwych okoliczności sprawia, że poznaje przystojnego księcia z bajki. Splot nieszczęśliwych okoliczności jednak staje jej na drodze, bo każdy odkrył sekret starszej siostry i ta, przestraszona, ucieka, zmieniając ich dom w krainę skutą lodem. Młoda, nie bacząc na wszystko, wyrusza na jej poszukiwania. To tak w skrócie.

A teraz w punktach, za co kocham Frozen.
1. Jak każda klasyczna bajka, ta opowiada również o sile miłości. O tym, że prawdziwa miłość może przełamać każdą klątwę, jest ratunkiem na całe zło.
Co nowego, to to, że nie chodzi tutaj o miłość romantyczną, a o uczucie między dwoma siostrami. Wydaje mi się, że na co dzień często zapominamy o tym, jak ważna jest miłość w rodzinie. To cudowne, że bajka Disneya nam o tym przypomniała. Ktoś z moich znajomych zarzucił, że to nie jest bajka dla jedynaków. Być może.

2. Ci, którzy widzieli bajkę, wiedzą, że wielkim plot twistem akcji jest postać księcia z bajki, narzeczonego niewinnej Anny. Otóż typek okazuje się być czarnym charakterem, którego jedynym celem jest zdobycie władzy w tym królestwie. Nieklasyczne podejście do tematu, a jakże potrzebne. Uczy, już małe dziewczynki, że zawsze należy w kontaktach międzyludzkich zachować ostrożność. Okej, teraz stałam się osobą, których nie znoszę, pisząc te „małe dziewczynki”, ale myślę, że wiecie, o co mi chodzi. To pewne przełamanie bajkowej stylistyki i pokazanie, że należy kogoś dobrze poznać, żeby mu zaufać.

3. Kolejna rzecz to piosenki. Pomijam już fakt, że partie Elsy wykonywane są przez jedyną w swoim rodzaju Idinę Menzel, broadwayowską gwiazdę (posłuchajcie sobie Wicked, RENT lub jej najnowszy musical If/Then, podczas którego ponownie spotkała się z Anthony’m Rappem <3 Dobra, koniec fangirlingu, bo nie o tym chciałam. ) KB też sobie radzi świetnie, nie wiedziałam, że potrafi śpiewać, zresztą chyba nie tylko ja 😉
Piosenki same w sobie podbiły świat. Widziałam już kilkaset coverów lub parodii oscarowego Let It Go, a każdemu chyba zdarzyło się zanucić propozycję ulepienia dziś bałwana (lub czegokolwiek innego na tą melodię)

Lista pewnie byłaby jeszcze dłuższa, ale wtedy nikt by tego nie przeczytał. I tak gratuluję tym, którzy tu dotrwali. Co by znalazło się na tej liście? Animacje śniegu, humor Olafa, cameo Roszpunki i męża, bitch face Elsy (chociaż to chyba mnie czasami irytuje, bo jestem zazdrosna o animowaną postać), kontynuację wątków w cudownym OUAT (to od września, ale myślę, że się nie rozczaruję) i tak dalej.
A co jest w tej bajce najgorsze i czego jej nie mogę wybaczyć? omójboże! MACIE JONATHANA GROFFA W ZESPOLE i dajecie mu co, jedną piosenkę? Jak można? Zmarnowany jego głos i talent.