Czy można zakochać się w książce patrząc na okładkę? Kilka dni temu coś takiego mi się przydarzyło. Gdy przeczytałam opis, od razu pomyślałam, że to coś, co może mi się spodobać. Wszak z moim stażem małżeńskim już mogę w pełni oceniać wszystkie związki, nawet te literackie. 

Pod koniec sierpnia nakładem wydawnictwa Videograf ukaże się książka Ważki na kostce lodu Łucji Wilewskiej. Tytuł mnie intryguje. Okładka zachwyca. Opis zaciekawił. Nie mogę się doczekać, gdy przeczytam całość.

Nie będę egoistką i podzielę się z Wami: 

Życie Marty nie jest usłane różami, choć na pierwszy rzut oka takim właśnie się wydaje: mąż adwokat, dwie cudowne córki, własne mieszkanie w dużym mieście… Dlaczego więc Marta się nie uśmiecha? Czemu nie cieszy się tak jak inni? Czy to dlatego, że mąż wciąż chodzi podenerwowany i wszystko wskazuje na to, że został zwolniony z pracy? Marta czuje, że coraz bardziej oddala się od niego, choć jednocześnie zależy jej na rodzinie. Co stanie się, gdy na jej drodze pojawi się przystojny, zabiegający o jej względy policjant? Czy pozwoli mu wziąć się za rękę i poprowadzić w nieznane? I co wspólnego ma z tą opowieścią tajemnicze zaginięcie jej ojca? Choć od tej tragicznej historii minęło już kilka dobrych lat, a ojciec został pochowany na cmentarzu, to ponownie pojawi się w życiu Marty. I on, i siostra Stella, pracująca na co dzień w szpitalu, który sama żartobliwie nazywa Hotelem Wszystkich Świętych.
Kogo posłucha Marta? Czemu będzie kibicować: sercu czy rozumowi? Czy kryminalna zagadka nie przekreśli jej miłosnych planów i co zrobi, gdy na drodze do szczęścia stanie nie tylko brutalny mąż, ale też przystojny policjant, jego ojciec i dwa najprawdziwsze w świecie duchy? O tym musicie przekonać się sami. Uwierzcie, że naprawdę warto.

Czekacie teraz razem ze mną?