Czerwiec grzecznie sobie tupta, słoneczko dzisiaj przygrzewało, wolny czas spędzam w ogrodzie z noskiem wciśniętym między strony książki, by pozwolić sobie na krótkie przerwy, które poświęcam marzeniom. Chcecie wiedzieć, co mnie tak zajmuje? Sprawdźcie punkt 25. wyzwania czytelniczego na ten roku lub przeczytajcie ten wpis, w którym zachwycam się Amsterdamem, mimo że mnie tam jeszcze nie było. Jeszcze!

Skąd mi ten Amsterdam do głowy strzelił? Rok temu byłam w Paryżu, trzydniowy wyjazd, w którym staraliśmy się zobaczyć i poczuć jak najwięcej (Gdybym miała ubrania na przebranie moglibyśmy jeszcze więcej, ale to historia na inny wpis) Od tamtej pory marzy mi się kolejna taka wycieczka, ale do niedawna nie wiedziałam jeszcze, gdzie chciałabym się wybrać na weekendowy przerywnik. 
Odpowiedź znalazłam w literaturze.
Cały czas miałam w pamięci sceny z „Gwiazd naszych wina„, które rozgrywały się w tamtym malowniczym miejscu, a kilka miesięcy później czytałam niemal równocześnie „My” Davida Nichollsa i „Lustrzane odbicie” Audrey Niffenegger. Co jest wspólnym mianownikiem tych trzech powieści? Właśnie wspomniane miasto. Od tamtej pory jest to dla mnie synonimem piękna, ucieczki od codzienności i świata, w którym wszystko jest możliwe. A co bym zobaczyła, gdyby udało mi się na chwilę wyrwać?
PIĄTEK
Zaraz po przylocie spacerkiem udaję się do hotelu. Dlaczego spacerkiem? Bo tak można poznać miasto najlepiej. Nie mam zamiaru się spieszyć, wolę powolutku pooglądać zwykłe uliczki, które prowadzą do docelowego miejsca. Przechadzka nie będzie długa, bo wybrałam hotel położony blisko lotniska, ale wybiorę drogę przez park, by pozachwycać się tamtejszym zbiornikiem wodnym. Zodiakalnie powinno mnie przyciągać do ognia, ale ciągle mam wrażenie, że jednak woda jest moim właściwym żywiołem, dlatego zwykle swoje podróże wiążę z jakimiś jeziorkami, stawami, rzeczkami czy morzem.
Do centrum jest kilka kilometrów, więc sobie wypożyczę rower. Albo kupię! Kupię i przywiozę sobie jako pamiątkę. Wydaje mi się, że to jest miasto, w którym po prostu trzeba jeździć na rowerze (co oznacza, że teraz powinnam już rozpocząć treningi, żeby nie zdechnąć w trakcie zwiedzania )
Nie będę oryginalna, jak powiem, że chciałabym zacząć wyprawę od zobaczenia domu, w którym Anna Frank ukrywała się z rodziną. Nie potrafię jednak odpowiedzieć, dlaczego. Po prostu chcę tam pójść i go „poczuć”.
Emocje, których doświadczę odreaguję w galeriach sztuki. Popatrzę na obrazy, będę oddychać powietrzem artystów, poszukam inspiracji. Być może usiądę na ławeczce przed pięknym gmachem Rijksmuseum, wyciągnę notes i coś za pomocą długopisu lub ołówka w nim powstanie. Byłaby to całkiem miła opcja.
A wieczorem? Hm… Jestem dorosła. Chcę spróbować wizyty w jednym z coffeshopów. Przeszkadza mi to, że w naszym kraju jest to nielegalne; to sprawia, że nie mam szans, żeby z tego skorzystać, bo się na tym zwyczajnie nie znam. Wiecie, grzeczna dziewczynka. Chciałabym po prostu spróbować, o co tyle szumu i zjeść czekoladowe ciasto czy coś w tym stylu. 

SOBOTA
Zwiedzania ciąg dalszy! Podobno grzechem jest być tutaj i nie przepłynąć się łódką słynnymi kanałami. Poświęcę ten dzień na poznanie duszy miasta. Czytałam w przewodniku, że mieszkańcy Amsterdamu to osoby, które lubią szczególnie wypoczynek na świeżym powietrzu, więc chciałabym i tego odczuć. Oczywiście, łatwiej byłoby, gdybym odwiedzała to piękne miasto na wiosnę, ale wynagrodzę sobie wizytą w ogrodzie botanicznym. Ma prawie czterysta lat i kilka tysięcy egzotycznych roślin, których nigdy w życiu nie widziałam.
Sobotni wieczór to kolejny spacerek, by poznać miasto od może niecodziennej strony. Chcę  Muszę odwiedzić Gashouder. Pytacie, co to? To legendarny wręcz, amsterdamski klub, w którym  odbywają się ważne festiwale i koncerty z gatunku muzyki elektronicznej. Pytacie, co cioci ebi do elektroniki? Ano, cierpię, bo muszę to pokochać przez osmozę. Fotograf jest wielkim miłośnikiem, znawcą, pasjonatem – zresztą mogliście czytać jego teksty na najsłynniejszych portalach branżowych. We wspomnianym miejscu co roku w listopadzie organizują show artystów jego ulubionej wytwórni (Drumcode); rzadko można mieć okazję spotkać ich wszystkich w jednym miejscu, gdzie dają muzycznego czadu, dlatego wizyta tam trafiła na przysłowiową bucket list fotografa, a co za tym idzie, ja też tam pewnie trafię. 

NIEDZIELA

Biorąc pod uwagę to, że koncerty trwają zwykle do wczesnych godzin porannych, w niedzielę zamierzam odsypiać. Zakładam, że łóżko hotelowe będzie wygodniejsze od mojego domowego i nie obudzi mnie szczekanie mojego kochanego psa, więc mogę sobie na to pozwolić. Gdy już się zwlokę, pójdę na pyszne śniadanie. Sytuacja, gdy budzę się w hotelowym pokoju po zabawie z muzyką, zdarzyła się już kilka razy i zawsze mam wtedy jedną myśl. „Muszę zjeść pancakes”. Nie mam pojęcia, skąd mi się to wzięło. Może dlatego, że na studiach często przygotowywałam sobie, współlokatorowi i gościom takie pyszności. A może po prostu dlatego, że jest to przepyszne? A może dlatego, że tak  odkryłam warszawskie Mr.Pancake i okazało się to strzałem w dziesiątkę na niedzielny poranek?
Nieważne. Ważne, że po śniadanku wyruszę na misję znalezienia odpowiednich pocztówek, wysłania do najbliższych osób i siebie. Zrobię też dużo zdjęć i sfilmuję jakieś pozdrowienia, żeby później wrzucić w internety i bezczelnie się przechwalać, że znów spełniłam swoje marzenie. 

Wpis powstał w ramach akcji portalu zblogowani.pl Na portalu traveloppa.com można wyszukiwać sobie oferty, które łączą przejazd z hotelami i wyklikać opcję najbardziej nas interesującą. Drumcode Showcase odbywa się w listopadzie, jeszcze nie wiem, w który weekend, dlatego wybrałam ten najbardziej zbliżony do zeszłorocznego. Zresztą, jeśli chcecie poczytać, jakbym widziała ten wyjazd, to możecie sprawdzić to tutaj. 
I tak, zdradziłam Wam właśnie, że jeśli chodzi o pokój hotelowy, wolę dopłacić, a mieć luksusy (dla jednych to luksus, dla mnie to po prostu przyzwoite warunki), odpowiednią jakość, czystość miejsca. Nie potrafiłabym wypocząć w miejscu, które nie spełnia moich podstawowych wymagań.  Być może wychodzi ze mnie teraz okropnie rozpieszczona księżniczka, ale jak wyjeżdżam, muszę mieć wygodne łóżko i zaakceptowaną łazienkę.
Zwiedzać świat mogę tylko czysta i wyspana 😀