Wielka batalia: refleksje po lekturze „Małych wojen” Joanny Kruszewskiej (+ konkurs)

Jak Wam minął weekend? U mnie zamknął się do Gossip Girl* (dzięki, Netflix!), czytania i planowania najlepszego prezentu urodzinowego ever. Mam pięćdziesiąt dni, żeby go zrealizować, więc prawdopodobnie będę trochę nieobecna w, jak to kiedyś określiłam, działalności internetowej. Ale my nie o tym. Wróćmy do środkowego wyrazu z ostatnich dni. Czytanie. I ten wpis jest o jednej z książek, której poświęciłam czas. 
O Małych wojnach Joanny Kruszewskiej wspomniałam Wam tego samego dnia, gdy dostałam przesyłkę z Wydawnictwa Replika. Jak zwykle się ucieszyłam, zwłaszcza że tym razem otrzymałam też możliwość zorganizowania konkursu dla Was, w którym do wygrania był właśnie ten tytuł. Natychmiast go ogłosiłam. 
I w sumie, byłam w pewnym sensie hipokrytką. Bo zachęcałam Was do wzięcia udziału, choć sama jej nie przeczytałam. Pewnie byłoby to dość słabe, gdybyście wygrali u mnie książkę, która okazała się miernotą. Dlatego gdy tylko znalazłam chwilę, nadrobiłam lekturę. Teraz czas na podsumowanie. 
Dlaczego warto zainteresować się tą książką?
To książka o zwyczajnych ludziach. O takich, jakich każdy z nas zna, a wielu z nas właściwie takimi jest. To książka, która porusza najbardziej znienawidzony przeze i w literaturze i w życiu wątek. To książka o tym, jak wielką batalią jest nasza codzienność. Ale od początku. Poznajemy Kingę, atrakcyjną i pracowitą mróweczkę z agencji reklamowej. Jest w cudownym miejscu w swoim życiu, ma wspaniałego męża, dwie śliczne córki, pracę, która jest dla niej wyzwaniem (pewnie dla każdego byłaby, gdyby musiał znosić żonę szefa wciskającą wszędzie róże i brokaty) i buduje dom dla rodziny. Jest wspaniałą przyjaciółką, taką, która przytrzyma twoją głowę, gdy wymiotujesz, pierwsza pobiegnie po kefir, a potem podniesie cię z kryzysu, postawi na nogi, będzie zaangażowana. I właśnie problem przyjaciółki sprawi, że nagle w idealnym życiu pojawi się rysa. Rysa to nawet może mało powiedziane. 
Otóż od przyjaciółki odchodzi mąż, a ta coraz bardziej pogrąża się w swoim smutku. I to „drobne” wydarzenie nagle wyrywa dywanik spod nóg wielu osób i plątają się oni, nie wiedząc, w którą stronę iść. 
I niektórzy idą w złą stronę. Można nawet by rzec, niewybaczalną.

Tak, wpadłam teraz w swój prywatny wir przemyśleń na temat wybaczenia i pewnie długo z niego nie wyjdę, dlatego dwie krótkie, dodatkowe informacje. Igor. Igor to syn przyjaciółki głównej bohaterki. I rany! Dla takich ludzi warto nazywać się ciocią. Jest bohaterem, który z pewnością zasługuje na to, żeby go poznać (mimo że też ma trochę za uszami- ale z drugiej strony, kto z nas nie ma? ) 
A druga rzecz to przypominajka dla Was. Macie jeszcze kilka dni, by wygrać w konkursie własny egzemplarz Małych wojen Joanny Kruszewskiej! 
Wystarczy, że odpowiecie na pytanie: 

Z którą bohaterką z książek wydanych przez Wydawnictwo Replika chciałabyś/chciałbyś się zaprzyjaźnić i dlaczego? 

 pod filmikiem konkursowym. Tak, jeśli odpowiecie tutaj, też zostanie to wzięte pod uwagę.

I w ramach kolejnej przypominajki, dostaniecie też linki do wszystkich książek z Wydawnictwa Replika, które sama miałam przyjemność czytać i później o nich opowiadać. Kto wie, może Was to zainspiruje do wypowiedzi i pomożecie mi stworzyć listę cudownych przyjaciółek. Sama wpisałabym tam właśnie Kingę z Małych wojen, więc jeśli chcecie ją poznać, weźcie udział w konkursie.

Dodaj komentarz