wiwisekcja serii Gone

Tydzień temu wspominałam, że serie książkowe opisuję tutaj na zasadzie “pierwszy tom- zero spoilerów, reszta- wrzutka refleksji bez przejmowania się zdradzeniem fabuły.” Od każdej zasady musi być wyjątek i tym jest też ta notka. Rozmowa moja i fotografa/operatora na temat serii Gone Michaela Granta. Nie słyszeliście o niej? Zapraszam do lektury, żebyście ją poznali. Czytaliście? Chętnie posłuchamy Waszych opinii na temat poruszanych tutaj wątków.

No to, na rozgrzewkę będzie pytanko: czym jest ETAP? Powiedz naszym czytelnikom ;DWyobraźcie sobie, że nie ma waszych starych, nie słyszycie “wynieś śmieci” albo “zgaś ten komputer”. Wyobraźcie sobie, że waszym kolegom też znikają starzy, a nawet starsze rodzeństwo. Wreszcie można robić wszystko, na co ma się ochotę. Problem w tym, że inni też mogą sobie na wszystko pozwolić. I nie mam tutaj na myśli siedzenia do późnych godzin nocny. 
Po prostu pewnego dnia znikają wszyscy, a Wasze miasteczko i okolice oddziela tajemnicza bariera- kopuła, która uniemożliwa opuszczenie terenu czy też wkroczenie na ten teren. Banda dzieciaków zamknięta i pozostawiona sama sobie A żeby było wesoło, większość z nich ma pewien talent, unikatowy dar, o. 
 Dodajmy, że końcowym wiekiem jest 15-stka, a całość to prawie jak X-Meni we Władcy Much (szpanuję kulturowym obeznaniem) 
Odnalazłbyś się w ETAPie? Jak myślisz, jaką rolę byś przyjął?
To jest właśnie w serii “Gone” ciekawa sprawa. Odpowiedź na to pytanie definiuje w jakiś sposób nas samych, czytelników. Przyznając się, że imprezowałbyś z Cainem, to inni mogą na Ciebie spojrzeć trochę krzywo. Wszystko tak naprawdę zależałoby od kreseczek, które musiałaby u mnie…wyczuć Diana 😉 
Po prostu powiedz, że chciałbyś, żeby Cię dotykała 😛
Wolałbym mieć Caine’a za kumpla 😉 I to jest moja odpowiedź na powyższe pytanie. Zachłysnąłbym się własną mocą. 
A jaką moc chciałbyś mieć? Jakąś, która pojawiła się w książkach czy coś nowego? 
Chciałbym mieć moc…Penny. Nie jest to raczej popularny wybór wśród całego pakietu obecnych w ETAPie skillów, ale wystarczy odnieść się do piątej części, by dostrzec, jaki potencjał mają w sobie jej wizje. Władza nad umysłami to potężna rzecz i wydaje mi się, że Penny była po prostu zbyt zwichrowana i zwyczajnym leszczykiem na taki prezent. Szkoda. 
Tak, Penny była zwyczajnie słaba, za słaba na taką potęgę. Gdyby nie stała się taka creepy, mogłaby mieć wszystko. 
 Dokładnie. Zauważmy, że moc Penny była w zasadzie lekceważona przez wszystkich, zwłaszcza Caine’a i…Gaiphage. Caine cały czas poprzez swoje panowanie chciał władać umysłami dzieciaków i nigdy ich nie zdobył. Z kolei Gaiaphage mąciła w głowach nieodpowiednim osobom. Wystarczyło, że sięgnęłaby po Penny i sprawa załatwiona. Pytanie, czy taką moc dałoby się wykorzystać “dobrze”? Wydaje mi się, że jednak nie. Panowanie nad umysłem samo w sobie, już w słownikowym znaczeniu jest czymś negatywnym. 
Gdybym była Penny, sprawiłabym, żeby wszyscy mnie lubili i oddawali jedzonko, jak mają jakieś rarytasy 😉 No ale to nieważne. Poruszasz wątek Gaiaphage. Może warto wspomnieć tutaj bezspoilerowo, czym to zjawisko jest. A więc wyobraźcie sobie niemal mityczną siłę, która próbuje sterować Waszym światem, która jest odpowiedzialna za różne zmiany w naturze i która chce przejąć panowanie nad wszystkimi. To mniej więcej jest owa “Ciemność”. Hm, i teraz pytanie. Czy to najczarniejszy charakter w książkach?
W jeszcze większym skrócie – to po prostu wirus podpakowany uranem ;D Z Ciemnością mam trochę problem, ponieważ w książce jest zjawiskiem dość kosmicznym nawet jak na kosmos, który się tam rozgrywa. Przebija ją tylko Mały Pete, ale pewnie do tego zaraz przejdziemy. Chcę powiedzieć, że znacznie lepiej czytało mi fragmenty, gdy całość jest bliżej ziemi, czyli takie, gdzie akcja i masakra rozgrywa się między dzieciakami. To między nimi kipi od emocji, okrucieństwa i nie jest potrzebna do tego Ciemność. 
No dokładnie! Zresztą często miałam wrażenie, że Grant prowadzi raczej nielogicznie ten wątek. Tak łapałam się za głowę i jakieś “wait, what”. Zresztą, to samo dotyczyło Pete’a. Lepsze była rzeczywistość, o. Nie zrozum mnie źle, nie mam nic przeciwko mutacjom, ba, one tworzyły tą rzeczywistość, ale jakieś mistyczne walki świateł, latanie w powietrzu, zabawa awatarami. Nie wiem, to chyba przy 5. części miałam takie odczucia, że autor trochę popłynął. Wolałabym, żeby byli zostawieni sami sobie, wiesz, każdy urodzony po wybuchu w elektrowni ma moce, potem przez przypadek zostaje stworzona bariera, a uran się uaktywnia, więc i moce stają się silniejsze. Gdyby Gaiaphage nie miała sztucznej inteligencji i była po prostu “rakotwórczą” substancją, chyba czytałoby mi się to znacznie lepiej. 
Zgadza się. Jednak trudno wyobrazić sobie całą serię bez Ciemności, która dynamizuje wydarzenia. “Dzieciakowy” czarny charakter raczej nie udźwignąłby sześciu tomów. Jasne, mają swoje momenty, ale to dalej są momenty. Bardziej wybuchy przemocy, niż strategia i planowanie Ciemności, która swoją drogą jest bardzo nie filmowa. No właśnie, mamy w ostatnim czasie boom na ekranizacje młodzieżowych serii, ale “Gone” nie ma na to szans. Przeanalizuj jako osoba, która ma u siebie cykl notek o scenariopisarstwie i liznęła filmowej branży ;D 

Kasy poszłoby w cholerę i jeszcze trochę. To jeden z pierwszych powodów, dla których nie wypaliłoby to jako film aktorski. Drugim jest mnogość wątków i bohaterów. Nie wyobrażam sobie, żeby mogliby się kogoś pozbyć. Ok, Robal był zbędny, zresztą w tej ostatniej części prawie go nie było, więc pewnie autorowi też się o nim zapomniało 😉 Ale pozostali? Potrafiłbyś powiedzieć, że bez kogoś z nich mogłoby to wypalić? Tu trzeba autora pochwalić, że stworzył te postacie bardzo wyraziste. Zazdroszczę mu tego, odkąd trafiła seria w moje łapki. Tyle osób, a każdą zapamiętałam. Przynajmniej takie mam wrażenie. Ciężko byłoby prowadzić pełnometrażówkę z tyloma ważnymi charakterami. Ale tu pojawia się pytanie: czy serial? 
Na które zawsze odpowiadasz, że przecież “jest ten od Kinga” ;D 
Tak, ale właściwie, poza wątkiem kopuły nie wiem, co mają wspólnego. W sensie, z tego, co się orientuję, tam nie ma mutacji, no i przede wszystkim, są też dorośli. Tam coś armia namieszała. Wątek kopuły pojawia się przecież też w filmie o Simpsonach 😛 Więc, nie przekreślałabym tego, choć fakt, wspominam o kingowskiej adaptacji, bo porównań by się nie uniknęło. Ale myślę, że mogłoby to wypalić. (zresztą Sony już dwa lata temu wykupiło prawa do realizacji, więc kto wie, kto wie.) Sezon to jeden tom. Nie omijać wątków. Kupa roboty, ale mogłoby się udać. Ale w sumie, nie wiem, czy bym oglądała. 
Odpada, za dużo CGI i niechciana przez żadnego producenta literka R w kategorii wiekowej. Przejdźmy więc do najciekawszych tematów, czyli…ulubione parki i postacie! Prawdopodobnie SPOILER ALERT. 
Zapominasz o magicznym słówku “kidult” 😛 Grupa ma kasę i jara się takimi rzeczami, więc wiesz. Mogłoby się opłacić inwestowanie w CGI i stworzenie czegoś kultowego. No ale to dyskusja dla ludzi w Sony. 
Parki, postacie. Tak, będą pewnie spoilery. Hm. Lubiłam najbardziej chyba osoby, które ogarniały. Edilio (jak beczałam z nim w tej ostatniej części i na końcu), niby niepozorny, a jak się wszystkim zajął. Był prawdziwym gospodarzem i wzorem. Ba, gdyby to on się zabrał za rządzenie od początku, myślę, że uniknęliby wielu kiepskich konsekwencji decyzji Sama i Astrid. Blondynę w sumie dopiero pod koniec zaczęłam lubić, wcześniej była przemądrzałą manipulantką i miałam nadzieję, że Sam się z kimś innym spiknie. Brianna zdobyła moje serduszko swoją hmmm… no miała w sobie coś takiego “jesiennokujawiaczkowego”, ale ponieważ to jest porównanie, którego czytelnicy nie zrozumieją, powiedziałabym, że cenią ją za to, że doceniała siebie, uważała siebie za zajebistą i się tym szczyciła. Gwiazda, która jednak w cholerę dużo robi i pomaga, o. Dobra, oddam Ci teraz głos, bo muszę jeszcze się zastanowić, kogo wrzucić do tego TOP3 😉 
Wspominałaś wyżej, że każda postać w Gone jest tutaj “nieodklejalną”. Zauważmy, że wszyscy są zupełnie inni na końcu niż w początkach i na przestrzeni tomów świetnie to widać. Dołączam do Team Brianna, bo to prawdziwy killer, narcyz i gapa w jednym. Trzy totalnie różne odsłony i zero zgrzytu. W jakiś sposób patrzę na nią oczami Dekki… Ale tak naprawdę liczy się tylko jedna dwójka. Caine i Diana. Nic nie poradzę, że oboje są tak…pięknie tragiczni, idąc razem na stracenie. Przeżyli razem najwięcej mrocznych chwil, a mimo to podczas nich zawsze wybierali siebie. Jeśli jakaś relacja z wszystkich w ETAPie była monolitem, nawet wykoślawionym, to była to właśnie ich dwójka. Widzę Twoją ironiczną minę. 
Jesteś jedyną osobą, która uwielbia Joffrey’a, więc nic mnie nie zdziwi. 😛
Caine, Diana i Joffrey są po prostu nierozumianymi dzieciakami ;D 
Akurat bardzo łatwo ich zrozumieć. I w sumie, ostatnia strona serii idealnie to robi. Caine stał się taki, jakim się stał, bo w jego życiu nie było miłości. Zresztą, każdy czarny charakter ma z tym problem. Gdyby ktoś pokochał Voldemorta, gdy ten był młodym chłopakiem, nie przeszedłby na ciemną stronę mocy. (Ok, Darth Vader z miłości stał się zły, niech będzie, że wyjątek ;D ) Świat byłby na pewno szczęśliwszym miejscem, gdyby było w nim więcej zwykłej, czystej i tak, ciepełkowej miłości. Ot co. Może byłoby nudno, ale byłoby bezpiecznie. Ale teraz za bardzo wpadam w jakieś podsumowania, a jeszcze nie pora na to. Pomijając wymienione postacie, czyja śmierć zrobiła na Tobie największe wrażenie? (jeśli można tak to sformułować) Będzie niemainstreamowo. Duck Zhang. Że kto? No właśnie. Była to postać, której śmierć naprawdę można określić heroiczną. Prawdziwe poświęcenie, a jednocześnie tak…niepotrzebna. Jego moc zmieniania gęstości ciała to jedna z gorszych mocy w całym ETAPie, a mimo to Ciemność mocno się zzieleniała, gdy poczuła na sobie jej działanie. Wyobraźcie sobie po prostu chłopaka, który cały czas spada w głąb ziemi… 
No ale mógł też do góry… Ale fakt, moc najgorsza chyba. Próbuję sobie teraz przypomnieć, czy jakaś mniej mi się podobała, ale nie mogę znaleźć. 
Toto? ;D 
Jego moc można fajnie wykorzystać. Postawisz przed takim politykiem? W sądzie? Przy dziewczynie, która nie jest pewna uczuć swojego chłopca? 😛 Niby słabe, ale jednak ma wiele zastosowań. Mi było szkoda Mary, jeśli mowa o wcześniejszym wątku. Myślę, że to dlatego, że jeśli byłabym w ETAPie, to podejrzewam, że chciałabym się zająć tym, co ona. W ogóle, nie wiem, czy wspominałam, ale podziwiałam te dzieciaki, które ogarniały, a nie “demolka, starych nie ma, chata wolna.” Mary właśnie, Dahrę, nawet Alberta, choć on nie był taki bezinteresowny, ale w sumie, nie szkodzi. żałuję, że nie udało się jej (Mary) uratować przed jej demonami. 
Mary wiąże się z najlepszą dla mnie częścią, czyli “Kłamstwami”. Cały tom jest dowodem naszych akapitów, w których pisaliśmy, że to nie Ciemność w pewnych momentach była głównym złym. Bunt dzieciaków bez mocy wymierzony w mutantów. Prawie publiczna egzekucja. Ale tak naprawdę liczyło się spustoszenie, jakie działo się w psychice dzieciaków. Wszyscy po raz pierwszy odczuli, że tak naprawdę bardzo łatwo jest odpuścić, że może tak naprawdę to nie ma sensu, że nic tutaj nie czeka na nich poza jeszcze większym bólem. Sprytnie podkręcała to Ciemność pewną zagrywką, która jest sporym plot twistem w tej części. A ciocia ebi ma hierarchie poszczególnych epizodów?

Hm, trudne pytanie. Na pewno lubię ostatnią część. Ba, nie żałuję “męczenia się” z poprzednimi, by dostać taki finał. Nie chodzi o maksymalną sieczkę, tylko właśnie o wnioski, jakie czytelnik i ETAPowcy wyciągnęły z minionego roku. I to u różnych bohaterów, nawet Gai. No i na uwagę zasługuje też fakt, że to jedyna część, przy której nie miałam koszmarów. Nie wiem, dlaczego, ale bardzo psychodelicznie oddziaływała na mnie ta lektura. Koszmary, stany chorobowe, zwidy. Może to po prostu zbieżność w czasie, ale tak jak mówię, 5 razy na 6 się sytuacja wydarzała. 
Wygląda więc na to, że książki wywoływały u Ciebie reakcje. To chyba najlepszy komplement dla całej serii. Chcesz nam powiedzieć, że stawiasz “cioca ebi poleca”? 😉 
Na pewno towarzyszyły emocje. Wszelakie. Od “Boże, jak ktoś mógł coś takiego napisać” po “omój, jakie to super”. Mimo wszystko, sięgałam po następne części i chciałam wiedzieć, co dalej, więc tak, polecam, ale nie dla wszystkich. 
Jeszcze taka uwaga, najbardziej mnie wkurzały pewne drobne błędy edytorskie. A to brakowało spacji, a to nie zaznaczono dialogu, dlatego mam apel do wydawnictwa Jaguar- proszę, przywiązujcie do tego większą uwagę, bo aż żal czasem patrzeć/ czytać- a szkoda, bo do tej pory wszystkie książki, które wydajecie, a ja czytam, zdobywają miejsce w moim serduszku lub na mojej półeczce.

Ostatnie słowa podsumowania?

Wypisuję się z bycia kidultem, przynajmniej pod względem literatury 😉 Spóźniłem się na bycie targetem “Gone”. Kupiłem, przeczytałem, zapomniałem.
Sratata 😛


Tym optymistycznym akcentem kończymy nasze wywody i dorzucamy jeszcze krótkie sprawozdanie z naszej filmowej przygody:

Dodaj komentarz