znajomości cześć-cześć

Dzisiejszy wpis wyjątkowo później o trzy godzinki. Pożegnałam się już z blogiem i tym, że uda się go kiedykolwiek uruchomić, a tu proszę… nowy, piękny adres działa. Lub ja z tej rozpaczy zaczęłam widzieć rzeczy, które nie istnieją. A jeśli jednak istnieją, to zapiszcie sobie:
Potem możecie wypić zdrowie tych, którzy uważają to za osiągnięcie tygodnia, czyt moje. Tyle z ogłoszeń drobnych, a teraz krótko o sytuacji z dzisiejszego dnia, która odciągnęła mnie od kieliszka szampana, którym świętowałam sukces (dobra, był to kubek herbaty, ale nieważne 😉 ) i zmusiła do napisania kilku słów.

Otóż gdy był ze mnie mały wieeeeprz. Dobra, to nie ta bajka, o Disneyu będzie za dwa tygodnie #spoiler. Otóż, gdy wracałam dzisiaj z pracy, spotkałam w busie koleżankę. Koleżankę, którą poznałam w liceum, bo bliska koleżanka z gimnazjum chodziła z nią do klasy. Fascynujące, wiem. Bardzo miła dziewczyna, choć w gruncie rzeczy nasze kontakty ograniczały się do „cześć-cześć”. Ba, nawet nie pamiętałam jej imienia dzisiaj. Ale zdałam sobie sprawę z tego, jak ważne są takie kontakty i znajomości. 
Rozmawiałyśmy o pierdołkach. Trochę o pracy, trochę o moim fotografie jej poopowiadałam, trochę ona o swoich wyzwaniach zawodowych. I w ciągu tych paru minut doznałam oświecenia. Mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że rozwiązała pewien problem, który od wielu miesięcy potrafił budzić mnie w środku nocy. Pal licho, że nieświadomie, ale wyszło. Dostałam takiego zastrzyku energii, choć początkowo byłam zła, że zagadała do mnie, bo przecież człowiek zmęczony po pracy, chciałby choć trochę wyciszyć, posprawdzać fejsika i tak dalej. 
I tu wniosek: może jest sens w tych reklamach „wyloguj się do życia”. Podróż zajmuje mi kilka-kilkanaście minut. Zwykle spędzam je z książką lub komórką. Może powinnam to zmienić i więcej rozmawiać ze znajomymi? Wiadomo, że to bardziej dalsi niż bliżsi, ale to nie sprawia, że są mniej wartościowi czy mniej mi pomogą w różnych rozterkach codzienności. 
Nie wiem, czy piszę dziś zrozumiale. Wybaczcie! To wina tego, że od dzisiaj mogę się szczycić wspaniałym adresem ciociaebi.pl i jestem już pijana szczęściem <3
PS. Teraz wyślę pierwszą notkę. Jeżeli wszystko działa dobrze, powinniście właśnie czytać te słowa. Miło będzie, jeżeli dacie znać. Bo jeśli nie działa dobrze, to wracam do mojej blogowej otchłani rozpaczy. 
Tak czy siak, mam nadzieję, że zobaczymy się za dwa dni! Będzie o mojej pierwszej lekturze z wyzwania